Co można zima robic na wyspie?
Moza na przykład muchy lapac, jesli jest
tak cieplo jak w tym roku. Można się pokapac w morzu i poopalać kryjąc za
jakims większym kamieniem, który chronić będzie od chłodnych już wiatrow.
Można tez naduzyc konsumpcji greckich
ciast i ciasteczek, zakupionych w południe w pobliskiej cukierni , powiedzmy
czekoladowo-kremowkowych, rozpływających się wczesnym wieczorem po naszym
podniebieniu (mało, kto wie, ze w Grecji maja swietne słodycze…powiedziałabym,
ze na chwile obecna znacznie lepsze czekolady od naszego przechodzonego Wedla.
Może to kwestia indywidualnego podejścia do wyrobow, rodzinnych biznesow, a nie
masowej produkcji poczciwej kostki czekolady?).
Jak się ma dziecko w domu to można tez bez
końca spacerować, żeby uspokoić skołatane nerwy i utulic „wsciekle” niemowlę
choć na te skromne 30 minut. No i dac odpocząć wiecznie przygarbionym plecom.
Nie wiem, na dzieciach sie nie znam. Mam
jedno i zastanawiam się jak można mieć pięcioro i nie zawariowac.
Moje na przykład nie jest zainteresowane
przedpopoludniowa, popoludniowa i jakakolwiek drzemka. Slowo SJESTA nie
funkcjonuje u nas w słowniku.
Zamykamy oczy tylko wtedy kiedy matka
Chalepianka wystawia wozek-czolg na zewnątrz i z werwa zaczyna pchac po kamieniach,
z gorki i pod gorke.
Ostatnio miedzy łopatkami mi trzeszczy i
średnio mam ochote zapakowywac i rozpakowywać caly ten majdan związany z
przemieszczaniem się z kilkumiesięcznym bobasem. Zwiedzamy wiec nasza domowa
okolice. Same.
O godzinie trzeciej po południu każdy
szanujący się Grek w Chania, wlasnie drzemie. Rzadko mija nas jakiś samochod.
Idziemy srodkiem ulicy, miedzy scianami i sciankami ciągnących się wzdłuż drogi
parkanow. Tak to jest, jak się ludziom pozwolisz panoszyć to później trudno im
zabrać to co w wyniku panoszenia zyskali. Stad brak chodnikow, a sąsiedzi
zyskali te kilka centymentrow cementu na zbudowanie ogrodzenia. Szkaradnie to wygląda,
ale sama pomysłu nie mam jakby się to moglo zmienić. Ten element cywilizacji
(chodniki, porządne!) chyba będzie trudny do odzyskania w greckiej
rzeczywistości.
Zawsze jak spaceruje nie mogę sobie tego
bolesnego tematu chodnikow darować. Coz, w tym temacie zawsze już pozostanę
monotematycznie-nudna. I
feministycznie-obronnie nastawiona, bo z pewnoscia sprawy wyglądałyby
korzystniej, gdyby taki, jeden pan z drugim, mieli codziennie po tych drogach
spacerować z wozkiem…albo na wozku!
Posuwamy się dziarskim krokiem, wiatr we
włosach i po policzkach smiga. Schodzimy ze wzgórza i odbijamy w prawo, w
strone morza. Male domki, zlepki, przylepki. Klocki jak ze swiata liliputów.
Przykurczone, poprzytulane jeden do drugiego. Mijamy zatoke „rogalik”, gdzie
starsze panie mocza się i opalają, a nad tym naturalnym basenem króluje
wybielony kosciolek i balkony domu starcow.
Asfalt gladki, jedzie się jak po lodzie.
Widok zatyka dech w piersiach, tylko, a tu złomowisko razi , a tu smrod
wyrabianych skor drapie nas w nozdrza. Staczamy się z kolejnej pionowej gorki i
wchodzimy w teren Tabakaria. Szare, betonowe i kamienne domy. Czesc zamieszkana,
czesc straszy pustymi oknami za którymi widać morze. Waska, kreta uliczke
blokuje labrador bawiący się groźnie wygladajaca czarna szmata. Mija nas grubas
z papierosem i kiedy dochodzimy do parku, on już tam siedzi i wietrzy sobie
stopy, a jego rozklapciane buty stoja obok.
Z parku już blisko na Kum-Kapi. Kawiarnie
wyludnione, w morzu „zlot emerytow”. Popoludnie to mało towarzyska pora w tych
rejonach.
Zawracamy, bo szybko się sciemnia i wieczorna wilgoc piesci po plecach. Spokoj
myśli zakloca szczekanie psów. Koty glowy sobie nie zawracają robieniem halasu.
Grzebią po śmietnikach, albo korzystają jeszcze z resztek popołudniowego
slonca.
Oj po takim spacerze ciężko wchodzi się
pod chalepianska gorke.







0 comments:
Post a Comment