Pages

Wednesday, 14 November 2012

Mozna



Co można zima robic na wyspie?

Moza na przykład muchy lapac, jesli jest tak cieplo jak w tym roku. Można się pokapac w morzu i poopalać kryjąc za jakims większym kamieniem, który chronić będzie od chłodnych już wiatrow. 

Można tez naduzyc konsumpcji greckich ciast i ciasteczek, zakupionych w południe w pobliskiej cukierni , powiedzmy czekoladowo-kremowkowych, rozpływających się wczesnym wieczorem po naszym podniebieniu (mało, kto wie, ze w Grecji maja swietne słodycze…powiedziałabym, ze na chwile obecna znacznie lepsze czekolady od naszego przechodzonego Wedla. Może to kwestia indywidualnego podejścia do wyrobow, rodzinnych biznesow, a nie masowej produkcji poczciwej kostki czekolady?). 

Jak się ma dziecko w domu to można tez bez końca spacerować, żeby uspokoić skołatane nerwy i utulic „wsciekle” niemowlę choć na te skromne 30 minut. No i dac odpocząć wiecznie przygarbionym  plecom.  

Nie wiem, na dzieciach sie nie znam. Mam jedno i zastanawiam się jak można mieć pięcioro i nie zawariowac. 

Moje na przykład nie jest zainteresowane przedpopoludniowa, popoludniowa i jakakolwiek drzemka. Slowo SJESTA nie funkcjonuje u nas w słowniku. 

Zamykamy oczy tylko wtedy kiedy matka Chalepianka wystawia wozek-czolg na zewnątrz i z werwa zaczyna pchac po kamieniach, z gorki i pod gorke. 

Ostatnio miedzy łopatkami mi trzeszczy i średnio mam ochote zapakowywac i rozpakowywać caly ten majdan związany z przemieszczaniem się z kilkumiesięcznym bobasem. Zwiedzamy wiec nasza domowa okolice. Same. 

O godzinie trzeciej po południu każdy szanujący się Grek w Chania, wlasnie drzemie. Rzadko mija nas jakiś samochod. Idziemy srodkiem ulicy, miedzy scianami i sciankami ciągnących się wzdłuż drogi parkanow. Tak to jest, jak się ludziom pozwolisz panoszyć to później trudno im zabrać to co w wyniku panoszenia zyskali. Stad brak chodnikow, a sąsiedzi zyskali te kilka centymentrow cementu na zbudowanie ogrodzenia. Szkaradnie to wygląda, ale sama pomysłu nie mam jakby się to moglo zmienić. Ten element cywilizacji (chodniki, porządne!) chyba będzie trudny do odzyskania w greckiej rzeczywistości. 

Zawsze jak spaceruje nie mogę sobie tego bolesnego tematu chodnikow darować. Coz, w tym temacie zawsze już pozostanę monotematycznie-nudna.  I feministycznie-obronnie nastawiona, bo z pewnoscia sprawy wyglądałyby korzystniej, gdyby taki, jeden pan z drugim, mieli codziennie po tych drogach spacerować z wozkiem…albo na wozku!

Posuwamy się dziarskim krokiem, wiatr we włosach i po policzkach smiga. Schodzimy ze wzgórza i odbijamy w prawo, w strone morza. Male domki, zlepki, przylepki. Klocki jak ze swiata liliputów. Przykurczone, poprzytulane jeden do drugiego. Mijamy zatoke „rogalik”, gdzie starsze panie mocza się i opalają, a nad tym naturalnym basenem króluje wybielony kosciolek i balkony domu starcow. 

Asfalt gladki, jedzie się jak po lodzie. Widok zatyka dech w piersiach, tylko, a tu złomowisko razi , a tu smrod wyrabianych skor drapie nas w nozdrza. Staczamy się z kolejnej pionowej gorki i wchodzimy w teren Tabakaria. Szare, betonowe i kamienne domy. Czesc zamieszkana, czesc straszy pustymi oknami za którymi widać morze. Waska, kreta uliczke blokuje labrador bawiący się groźnie wygladajaca czarna szmata. Mija nas grubas z papierosem i kiedy dochodzimy do parku, on już tam siedzi i wietrzy sobie stopy, a jego rozklapciane buty stoja obok. 

Z parku już blisko na Kum-Kapi. Kawiarnie wyludnione, w morzu „zlot emerytow”. Popoludnie to mało towarzyska pora w tych rejonach. 

Zawracamy, bo szybko się sciemnia i wieczorna wilgoc piesci po plecach. Spokoj myśli zakloca szczekanie psów. Koty glowy sobie nie zawracają robieniem halasu. Grzebią po śmietnikach, albo korzystają jeszcze z resztek popołudniowego slonca.

Oj po takim spacerze ciężko wchodzi się pod chalepianska gorke.

0 comments:

Post a Comment