![]() | |
| Dalia |
Ostatnio duzo mysle, malo pisze. Dni leca
jak szalone.
Rano wychodzę na ogrodek. Bose stopy wycierają
kurz z cieplych kamieni. Wieczorem w koszuli zasiadam na werandzie.
Czy to już jesien? Slonce wciąż mocno
grzeje, kwiaty kwitna. W szafie jeszcze letnio-wiosenne ubrania gdzieniegdzie
poprzetykane grubszym sweterkiem.
Jeszcze
za cieplo, żeby ubrać się w skarpetki.
W domu panuje przytulna atmosfera a w końcu
zrobiony dach tlumi chlod wieczornego wiatru.
W garażu zamieszkala Bella ze swoim nowym
potomstwem sztuk dwie. Za dnia mama kotka ze swoimi dorastającymi kociętami zasiada
leniwie pod naszym starym drzewem oliwnym. Rozklada się z lekko przymrużonymi oczyma,
dzieci kreca się wokół jej osi. Nic ich nie obchodzi, ze obserwujemy je z okna
sypialni.
W takim cieple muchy szaleją z radości. Cuchnące
dżdżownice zwijają się na scianach, a co poniektóre przedostawszy się do
srodka, spoczywają w rogu salonu. Mrowki upodobaly sobie nasze lazienkowe
kafelki i co rano wspólnie bierzemy kapiel.
W te dni odpuszczam sobie moja telewizyjna
namietnosc – wiadomości. Wciagnal mnie
swiat kupek, smoczkow i bajek Brzechwy. Powoli zegnamy się ze swiatem
sterylizacji. Dziedziczka wpycha sobie do buzi, co popadnie, a każdy wie, ze całego
swiata nie da się wysterylizować w malym, plastikowym pojemniku.
Smaki na dziś to jogurt pomarańczowy z kawałkami
kasztanow i cynamonem. Kawa rozpuszczalna z platkami suszonej pomaranczy,
cynamonem i zmielonymi na drobny pyl orzechami z cukrem.
O tej porze zawsze na stole goszczą granaty
i kiwi.
Już tak blisko do swiat. Mysli kraza wokół
wydarzen mijającego roku. Zaczynam maly bilans „zyskow i strat”.
W grudniu będzie 8 lat kiedy postanowiłam zalozyc
dom na wyspie… i z 70 kilogramami bagażu wyfrunęłam na południe.







0 comments:
Post a Comment