Pages

Wednesday, 7 November 2012

Matka Chalepianka i cztery pory roku



Dalia

Ostatnio duzo mysle, malo pisze. Dni leca jak szalone. 

Rano wychodzę na ogrodek. Bose stopy wycierają kurz z cieplych kamieni. Wieczorem w koszuli zasiadam na werandzie. 

Czy to już jesien? Slonce wciąż mocno grzeje, kwiaty kwitna. W szafie jeszcze letnio-wiosenne ubrania gdzieniegdzie poprzetykane grubszym sweterkiem.
  
Jeszcze za cieplo, żeby ubrać się w skarpetki. 

W domu panuje przytulna atmosfera a w końcu zrobiony dach tlumi chlod wieczornego wiatru. 

W garażu zamieszkala Bella ze swoim nowym potomstwem sztuk dwie. Za dnia mama kotka ze swoimi dorastającymi kociętami zasiada leniwie pod naszym starym drzewem oliwnym. Rozklada się z lekko przymrużonymi oczyma, dzieci kreca się wokół jej osi. Nic ich nie obchodzi, ze obserwujemy je z okna sypialni. 

W takim cieple muchy szaleją z radości. Cuchnące dżdżownice zwijają się na scianach, a co poniektóre przedostawszy się do srodka, spoczywają w rogu salonu. Mrowki upodobaly sobie nasze lazienkowe kafelki i co rano wspólnie bierzemy kapiel. 

W te dni odpuszczam sobie moja telewizyjna namietnosc – wiadomości.  Wciagnal mnie swiat kupek, smoczkow i bajek Brzechwy. Powoli zegnamy się ze swiatem sterylizacji. Dziedziczka wpycha sobie do buzi, co popadnie, a każdy wie, ze całego swiata nie da się wysterylizować w malym, plastikowym pojemniku. 

Smaki na dziś to jogurt pomarańczowy z kawałkami kasztanow i cynamonem. Kawa rozpuszczalna z platkami suszonej pomaranczy, cynamonem i zmielonymi na drobny pyl orzechami z cukrem. 

O tej porze zawsze na stole goszczą granaty i kiwi. 

Już tak blisko do swiat. Mysli kraza wokół wydarzen mijającego roku. Zaczynam maly bilans „zyskow i strat”. 

W grudniu będzie 8 lat kiedy postanowiłam zalozyc dom na wyspie… i z 70 kilogramami bagażu wyfrunęłam na południe.

0 comments:

Post a Comment