Pages

Saturday, 25 February 2012

W oliwnym gaju


W zachodniej czesci wyspy nie ma duzych sklepow, z szalonymi przecenami. W sobote sklepy czynne sa do 14.00, gora 14.30, a potem kazdy oddaje sie zyciu rodzinnemu. Jak leje, wieje, to takie otoczenie moze wydawac nudne do bolu.

Dzisiaj mamy szczescie. Radosnie oslepiajace slonce, tak, ze az bialo za oknami swieci od samego rana. Grzechem byloby pozostanie w czterech scianach. Szybka, niezobowiazujaca toaleta i jazda do Pani P. 

Pani P. mieszka w kierunku zachodnim i nalezy do tych ludzi o ktorych sie mowi “dusza czlowiek”. Na dzien dobry dostaje od niej siatke wypelniona pomaranczami i mandarynkami wielkosci mojej dloni. Ja sie rewanzuje slusznym kawalkiem ciasta i sloikiem marmolady z pomaranczy. Lubie te nasze wyspiarskie wymiany. Chyba nigdy tak nie jest, ze sie cos ugotuje w ilosciach atomicznych. Jak gotowac, to uwzgledniamy tez grono znajomych. 

Po wymianie dobr konsumpcyjnych, nastepuje wymiana usciskow i tym razem kierujemy sie w strone poludnia. Przejezdzamy przez uspione zima kretenskie wioski i wjezdzamy na teren z niepozornym budyneczkiem. A tam zapachy dla wtajemniczonych. Zapach oliwek przetworzonych juz na oliwe, w kolorze butelkowej zieleni. Kiedys byl to dla mnie po prostu ekologiczny smrodek. Dzisiaj milo lachocze nos i pobudza wyobraznie jaka to oliwa wyszla z tych wszystkich drobnych oliwek, zgniecionych i wywirowanych. 

Znajomy oprowadza nas po malym pomieszczeniu, opowiada o produkcji. Spoznilysmy sie na pokaz calego procesu, ale zostaje nam to tak obrazowo przedstawione, ze do zbiorow przyszlego roku z zalu plakac nie bedziemy. 

W budynku jest chlodno i malo romantycznie. Stoja sobie rozne maszyny, polaczone rurkami. 

Na zewnatrz niekonczace sie gaje oliwne a w tle gory pokryte jeszcze sniegiem. Zielono, wszedzie zielono. Nie ma sie co dziwic, padalo i jeszcze bedzie padac, no i ten snieg na stokach. Bedzie woda w lato, cieszymy sie. 

Rozmowa wrze, baniaczki z oliwa zostaja zapakowane do samochodu i wracamy. Ja ze slina na ustach, bo na tylnym siedzeniu siedzi sobie swiezy bochenek recznie plecionego chleba. I tak sobie mysle raz o tym bochenku raz o tej oliwie w bagazniku. I doczekac sie nie moge jak zanurze pajde w tej goryczkowatej oliwie i zagryze oliwka. 



3 comments:

  1. Smacznego:) Pyszne opowieści:)

    ReplyDelete
  2. Mniami... jak jeszcze by do tego dodać wędzone oliwki to mniami x5 :)

    ReplyDelete
  3. Smacznego i pod greckie ballady:) Wszystko w swoim czasie, wedzone oliwki tez beda.

    ReplyDelete