Pamietam, ze w czasach poczatkow
moich na Krecie wlasnie w taki sposob funkcjonowalam dzieki cudownej i pouczajacej
lekturze przywiezionej przez moja tesciowa (tak, nawet te najbardziej
doswiadczone przezywaja momenty slabosci!) zza oceanu: "Swietny posilek w 30 minut" (te 30 minut zajmowalo chyba jakies 80 procent okladki!) Te Amerykanki to jednak
praktyczne kobiety!
Dzisiaj wlasnie byl dzien obiadu
w 30 minut. Zdrowe, smaczne, przygotowane z nuta lekkiej nonszalancji.
Nonszalancja nie byla
zaplanowana. Plan byl taki, zeby sie na zachod wybrac po zapas oliwy. Nasza niestety
na wykonczeniu bedzie za chwile. Nasze oliwki to odmiana dojrzewajaca co 2
lata. Poza tym ile sie da wycisnac z 10 drzewek na krzyz? A na tej oliwie to
wszystko leci, i ciasta, i smazenie i surowa do warzywek jest wlewana. Co na
talerzu to sie oliwa polewa. Oliwna rozpusta! Baniaki mialam juz w samochodzie
a tu jak zaczelo lac, to tak przez kolejne dwie i pol godziny.
No i niby mialam kupe czasu na gotowanie, ale...
Ale jak tylko zaczelo lac, to
zadzwonil telefon. I tak sobie milo gawedzilysmy, ze dwie i pol godziny minelo
jak z bicza trzasl. No i przyszedl malzonek i zadal bardzo trudne pytanie o
czym rozmawialysmy? Oczywiscie nie mial zielonego pojecia o czasie tej
towarzyskiej konwersacji, a ja wcale nie bylam sklonna do zwierzen. Z madroscia
kobiet calego swiata, odpowiedzialam, ze ”o wszystkim tak sobie rozmawialysmy”.
Mialam czuja, zeby sie za bardzo nie spoufalac, bo padlo kolejne pytanie: “zjemy
cos?”
Akcja obiad w 30 minut ruszyla na calego. Oczywiscie,
szybka akcja w kuchni jest mozliwa pod warunkiem, ze jednak jakies produkty sie
posiada.
U mnie zawsze na takie sytuacje
jest paczka makaronu typu ravioli czy tortellini, z nadzieniem serowym. Pozywne,
bo kawal pieczeni musi zastapic i malo absorbujace. Buch na goraca wode i
gotujemy przez ok. 15 minut. Dzieki serowemu nadzieniu mozemy kwestie
przyrzadzenia sosu sobie darowac. Polewamy oliwa i dla smaku dodajemy pesto.
| Ravioli z pesto |
Jak sie nam te kluski gotuja to
ciach salateczka. Dlatego zawsze w spizarni musi byc puszka kukurydzy, groszku
lub czegos co lubicie dodawac do salatek. Dwie cukinie (moje ulubione, niestety
nie rosna w Grecji), koktajlowe pomidorki sztuk piec, pol zielonej papryki i
puszka kukurydzy. Oliwa, ocet balsamiczny, sol, pieprz.
Na boku skrojony zloty ser, kilka
oliwek.
Moga byc tez snopki swiezych
ogoreczkow i jakis inny rodzaj oliwek.
Jak w domu rodzina nie przepada
za oliwkami to mozna dodac ogoreczki male kiszone, albo cebulki w zalewie octowej.
Moze nie obiad na konkurs kulinarny, ale nikt glodny od stolu nie odszedl.
Jutro pewnie zabiore sie za
ciasto pomaranczowe, ktore za mna chodzi juz od kilku dni. Niestety jak sie w
glowie nie ma to trzeba czesciej na stacji benzynowej zatankowac, bo po 4
wizytach w supermarkecie w tym tygodniu (zawsze cos!) w koncu pamietalam, zeby
sode to tego ciasta kupic.
Bede jeszcze jutro do Gaty
dzwonic, zeby sie dopytac o proporcje. Gata dzisiaj miala pichcic dolmadakia
(liscie winogron nadziewane ryzem) to sie przy okazji dopytam jak jej wyszly? Gata teraz w garnkach szaleje, bo jak przyjdzie lato, to rodzina na makaron przejdzie, wiec sie teraz trzeba podlizac.






0 comments:
Post a Comment