Pages

Thursday, 23 February 2012

Szybka gosposia


Sa w zyciu kazdej kobiety takie momenty, ze jedyne na co ja stac, na co ma czas i ochote to obiad w 30 minut. Powodow jest masa, bo zmeczona, bo sie jej nie chce, bo lepiej zaczac lub dokonczyc interesujaca lekture niz caly dzien w garach siedziec a na koniec uslyszec slowa wymuszonego entuzjazmu: “ no dobre, ale jakos malo slone, troche rozgotowane, a innego rodzaju sera to nie bylo…?” Moze tez byc "pilny" telefon i sie czlowiekowi czas zatrzyma, a sluchwka do ucha przylepi.

Pamietam, ze w czasach poczatkow moich na Krecie wlasnie w taki sposob funkcjonowalam dzieki cudownej i pouczajacej lekturze przywiezionej przez moja tesciowa (tak, nawet te najbardziej doswiadczone przezywaja momenty slabosci!) zza oceanu: "Swietny posilek w 30 minut" (te 30 minut zajmowalo chyba jakies 80 procent okladki!) Te Amerykanki to jednak praktyczne kobiety!

Dzisiaj wlasnie byl dzien obiadu w 30 minut. Zdrowe, smaczne, przygotowane z nuta lekkiej nonszalancji. 

Nonszalancja nie byla zaplanowana. Plan byl taki, zeby sie na zachod wybrac po zapas oliwy. Nasza niestety na wykonczeniu bedzie za chwile. Nasze oliwki to odmiana dojrzewajaca co 2 lata. Poza tym ile sie da wycisnac z 10 drzewek na krzyz? A na tej oliwie to wszystko leci, i ciasta, i smazenie i surowa do warzywek jest wlewana. Co na talerzu to sie oliwa polewa. Oliwna rozpusta! Baniaki mialam juz w samochodzie a tu jak zaczelo lac, to tak przez kolejne dwie i pol godziny. 

No i niby mialam kupe czasu na gotowanie, ale...
 
Ale jak tylko zaczelo lac, to zadzwonil telefon. I tak sobie milo gawedzilysmy, ze dwie i pol godziny minelo jak z bicza trzasl. No i przyszedl malzonek i zadal bardzo trudne pytanie o czym rozmawialysmy? Oczywiscie nie mial zielonego pojecia o czasie tej towarzyskiej konwersacji, a ja wcale nie bylam sklonna do zwierzen. Z madroscia kobiet calego swiata, odpowiedzialam, ze ”o wszystkim tak sobie rozmawialysmy”. Mialam czuja, zeby sie za bardzo nie spoufalac, bo padlo kolejne pytanie: “zjemy cos?” 

Akcja obiad w 30 minut ruszyla na calego. Oczywiscie, szybka akcja w kuchni jest mozliwa pod warunkiem, ze jednak jakies produkty sie posiada. 

U mnie zawsze na takie sytuacje jest paczka makaronu typu ravioli czy tortellini, z nadzieniem serowym. Pozywne, bo kawal pieczeni musi zastapic i malo absorbujace. Buch na goraca wode i gotujemy przez ok. 15 minut. Dzieki serowemu nadzieniu mozemy kwestie przyrzadzenia sosu sobie darowac. Polewamy oliwa i dla smaku dodajemy pesto. 
Ravioli z pesto

Jak sie nam te kluski gotuja to ciach salateczka. Dlatego zawsze w spizarni musi byc puszka kukurydzy, groszku lub czegos co lubicie dodawac do salatek. Dwie cukinie (moje ulubione, niestety nie rosna w Grecji), koktajlowe pomidorki sztuk piec, pol zielonej papryki i puszka kukurydzy. Oliwa, ocet balsamiczny, sol, pieprz. 


Na boku skrojony zloty ser, kilka oliwek. 


Moga byc tez snopki swiezych ogoreczkow i jakis inny rodzaj oliwek. 




Jak w domu rodzina nie przepada za oliwkami to mozna dodac ogoreczki male kiszone, albo cebulki w zalewie octowej. 

Moze nie obiad na konkurs kulinarny, ale nikt glodny od stolu nie odszedl. 

Jutro pewnie zabiore sie za ciasto pomaranczowe, ktore za mna chodzi juz od kilku dni. Niestety jak sie w glowie nie ma to trzeba czesciej na stacji benzynowej zatankowac, bo po 4 wizytach w supermarkecie w tym tygodniu (zawsze cos!) w koncu pamietalam, zeby sode to tego ciasta kupic. 

Bede jeszcze jutro do Gaty dzwonic, zeby sie dopytac o proporcje. Gata dzisiaj miala pichcic dolmadakia (liscie winogron nadziewane ryzem) to sie przy okazji dopytam jak jej wyszly? Gata teraz w garnkach szaleje, bo jak przyjdzie lato, to rodzina na makaron przejdzie, wiec sie teraz trzeba podlizac.



0 comments:

Post a Comment