W zachodniej czesci wyspy nie ma
duzych sklepow, z szalonymi przecenami. W sobote sklepy czynne sa do 14.00,
gora 14.30, a potem kazdy oddaje sie zyciu rodzinnemu. Jak leje, wieje, to
takie otoczenie moze wydawac nudne do bolu.
Dzisiaj mamy szczescie. Radosnie
oslepiajace slonce, tak, ze az bialo za oknami swieci od samego rana. Grzechem
byloby pozostanie w czterech scianach. Szybka, niezobowiazujaca toaleta i jazda
do Pani P.
Pani P. mieszka w kierunku
zachodnim i nalezy do tych ludzi o ktorych sie mowi “dusza czlowiek”. Na dzien
dobry dostaje od niej siatke wypelniona pomaranczami i mandarynkami wielkosci
mojej dloni. Ja sie rewanzuje slusznym kawalkiem ciasta i sloikiem marmolady z
pomaranczy. Lubie te nasze wyspiarskie wymiany. Chyba nigdy tak nie jest, ze
sie cos ugotuje w ilosciach atomicznych. Jak gotowac, to uwzgledniamy tez grono
znajomych.
Po wymianie dobr konsumpcyjnych,
nastepuje wymiana usciskow i tym razem kierujemy sie w strone poludnia.
Przejezdzamy przez uspione zima kretenskie wioski i wjezdzamy na teren z
niepozornym budyneczkiem. A tam zapachy dla wtajemniczonych. Zapach oliwek
przetworzonych juz na oliwe, w kolorze butelkowej zieleni. Kiedys byl to dla
mnie po prostu ekologiczny smrodek. Dzisiaj milo lachocze nos i pobudza
wyobraznie jaka to oliwa wyszla z tych wszystkich drobnych oliwek, zgniecionych
i wywirowanych.
Znajomy oprowadza nas po malym
pomieszczeniu, opowiada o produkcji. Spoznilysmy sie na pokaz calego procesu,
ale zostaje nam to tak obrazowo przedstawione, ze do zbiorow przyszlego roku z
zalu plakac nie bedziemy.
W budynku jest chlodno i malo
romantycznie. Stoja sobie rozne maszyny, polaczone rurkami.
Na zewnatrz niekonczace sie gaje
oliwne a w tle gory pokryte jeszcze sniegiem. Zielono, wszedzie zielono. Nie ma
sie co dziwic, padalo i jeszcze bedzie padac, no i ten snieg na stokach. Bedzie
woda w lato, cieszymy sie.
Rozmowa wrze, baniaczki z oliwa
zostaja zapakowane do samochodu i wracamy. Ja ze slina na ustach, bo na tylnym
siedzeniu siedzi sobie swiezy bochenek recznie plecionego chleba. I tak sobie
mysle raz o tym bochenku raz o tej oliwie w bagazniku. I doczekac sie nie moge
jak zanurze pajde w tej goryczkowatej oliwie i zagryze oliwka.






Smacznego:) Pyszne opowieści:)
ReplyDeleteMniami... jak jeszcze by do tego dodać wędzone oliwki to mniami x5 :)
ReplyDeleteSmacznego i pod greckie ballady:) Wszystko w swoim czasie, wedzone oliwki tez beda.
ReplyDelete