Pages

Saturday, 9 March 2013

Goscinna kanapa



Przewidzialam  i wykrakalam. 

Wszyscy chorzy w roznych stadiach najazdu bakterii. 

Kot wygląda jak obraz nedzy i rozpaczy. Maz opuchnięty, dziecko jeszcze rzezi. 

Taki szybko padający kapuśniaczek, zacinający. Namoknięty asfalt kryje znane dziury drogowe. 

A ja trenuje już trzeci wieczor na kanapie gościnnej. Nie rob nikomu, co tobie nie mile. Na pierwszy rzut oka nie wygląda ten mebel jak narzedzie zbrodni, które chce zrobić zamach na twój kregoslup, kark i kostki u stop (które zwisają, te stopy, a kostki lupia w krawedz kanapy).

Niebo ma kolor modnej szarości. Wszystkie zapachy rozwial wiatr. Nawet nie wiadomo czy ludzie siedzący w domach pala w kominkach czy opatuleni stosem kocow robia oszczednosci…dziś cena za litr benzyny to ok. 1,90 euro (oj tak!)

A potem, za tydzień, piękny dzień. 23 stopnie na plusie! I wszyscy chodza jak zywe rozpylacze bakterii. 

Już miało przejść, już zegnalismy się z chorobstwami, a tu znow kaszel puka do drzwi, drapie w gardle. Wszyscy na syropach, pastylkach na kaszel, kroplach do nosa, a kot na antybiotyku. I tylko ja ocalałam. 

A dziś, 9 marca, jest dzień wina w poweneckich dokach. I zaczynam od rose, a potem biale, a potem biale, a potem rose, a potem słodkie …i humor mam swietny…i nie kaszle. Rose spod Lefka Ori przypomina mi moja koncowke ciąży – jakze wspaniala. A teraz winiarnia odnowiona i będą jazz nights pod drzewami oliwnymi, w towarzystwie rozmarynowych zapachow! 

Jutro, bo jeszcze będą rozlewac (za darmo!) tez wroce. Jutro dzień na czerwone, zaciagniete zapachem drewnianych bek. 

I tak sobie marze, ze nie wroce na te goscinna kanape, bo wszyscy inni wina się nie napili!

A wina Kretenskie mało znane, a wyśmienite! Medykament na wszelkie doleglosci…jak ta „nasza” oliwa!

0 comments:

Post a Comment