Przewidzialam i wykrakalam.
Wszyscy chorzy w
roznych stadiach najazdu bakterii.
Kot wygląda jak
obraz nedzy i rozpaczy. Maz opuchnięty, dziecko jeszcze rzezi.
Taki szybko padający
kapuśniaczek, zacinający. Namoknięty asfalt kryje znane dziury drogowe.
A ja trenuje już
trzeci wieczor na kanapie gościnnej. Nie rob nikomu, co tobie nie mile. Na
pierwszy rzut oka nie wygląda ten mebel jak narzedzie zbrodni, które chce
zrobić zamach na twój kregoslup, kark i kostki u stop (które zwisają, te stopy,
a kostki lupia w krawedz kanapy).
Niebo ma kolor
modnej szarości. Wszystkie zapachy rozwial wiatr. Nawet nie wiadomo czy ludzie
siedzący w domach pala w kominkach czy opatuleni stosem kocow robia
oszczednosci…dziś cena za litr benzyny to ok. 1,90 euro (oj tak!)
A potem, za tydzień,
piękny dzień. 23 stopnie na plusie! I wszyscy chodza jak zywe rozpylacze bakterii.
Już miało przejść,
już zegnalismy się z chorobstwami, a tu znow kaszel puka do drzwi, drapie w
gardle. Wszyscy na syropach, pastylkach na kaszel, kroplach do nosa, a kot na
antybiotyku. I tylko ja ocalałam.
A dziś, 9 marca,
jest dzień wina w poweneckich dokach. I zaczynam od rose, a potem biale, a potem
biale, a potem rose, a potem słodkie …i humor mam swietny…i nie kaszle. Rose
spod Lefka Ori przypomina mi moja koncowke ciąży – jakze wspaniala. A teraz
winiarnia odnowiona i będą jazz nights pod drzewami oliwnymi, w towarzystwie
rozmarynowych zapachow!
Jutro, bo jeszcze
będą rozlewac (za darmo!) tez wroce. Jutro dzień na czerwone, zaciagniete
zapachem drewnianych bek.
I tak sobie
marze, ze nie wroce na te goscinna kanape, bo wszyscy inni wina się nie napili!
A wina Kretenskie
mało znane, a wyśmienite! Medykament na wszelkie doleglosci…jak ta „nasza”
oliwa!






0 comments:
Post a Comment