Pages

Monday, 21 November 2011

Poniedzialek, 21 Listopada 2011

Chyba nikogo nie zaskocze jak napisze, ze u nas znowu swieto. Tym razem lokalne i jak w wiekszosci przypadkow religijne. Dzisiaj swietuje Maria – znana pod nazwa Theotokos, czyli ta ktora nosi w sobie Boga. Chodzi o to, ze tego dnia Mari ukazal sie archaniol Gabriel i dal jej do zrozumienia, ze to ona bedzie matka Jezusa – syna Bozego. Maria, jak wiemy, dziewica byla, wiec dzis w tradycji greckiego kosciola, swietuja Marie, te niezamezne, te do wziecia. 

Jak przystalo na tradycje, ze dzien swiety trzeba swiecic, o godzinie dwunastej w poludnie przed supermarketem Carrefour nie bylo gdzie zaparkowac. U nas mall’i nie ma wiec sie kazdy sie do duzego spozywczaka laduje, albo do Jumbo - rodzaj mall'a, ktory podbil serca Grekow i turystow, a oferujacego duperele, elementy dekoracji domu i dzieciecy asortyment tanio i duzo i who cares, ze made in China (a co teraz nie jest?!).

Osobiscie nie znosze chodzic do tutejszych supermarketow. Jedyny, ktory moge polecic to AB Vasilopoulos, ale niestety w dniu dzisiejszym byl zamkniety (wnioskuje, ze pomimo kryzysu musza miec niezle obroty, albo management taki religijny maja).Wizyta w reszcie sklepow nalezy do drogich a do tego stresujacych przezyc. Na Krecie teren nierowny, a tu na wieksze zakupy wozek trzeba wziac. No i z tym wozkiem czlowiek zaczyna jakies dziwne wygibasy wyczyniac. Nie daj Boze, zeby ten wozek na chwile sposcic z oczu, oczywiscie jeszcze przed wejsciem do marketu. Istnieje spore prawdopodobienstwo, ze to nasze karocaki (wozek po grecku), zacznie atakowac zaparkowane w poblizu samochody. Jak juz z tym wozkiem sie wejdzie do srodka, to jakos czlowiek daje rade. Thriller zaczyna sie przy kasie. Wyjmujesz portfel, zeby dac pani kasjerce karte znizkowa. Ledwo ci ja oddala, juz zaczyna przepuszczac produkty przez tasme, a ty nie wiesz czy chowac ten portfel czy zaczynac pakowac do torebek foliowych (tak, na Krecie jeszcze ten “luksus” oferuje sie klientom). Kasjerka szaleje, przepuszcza przez tasme jakby ja kto gonil. Ja oczywiscie, bo mnie tak natura wyposazyla, mam tylko dwie rece, wiec nie nadarzam zbierac zakupionych dobr. Klebi sie stos jogurtow, warzyw, a Pani z zalozonymi rekoma oglasza (w zaleznosci czy mala czy duza kupka) 70 euro. I tu trzeba doswiadczonej osoby, zeby od razu nie zaplacic. Jesli popelni sie ten blad, wyglada to tak: Pani oddaje reszte, nie patrzy czy ty juz sie zebralas czy nie, tylko dawaj przepuszczac produkty kolejnego klienta. A ty stoisz i dwoisz sie i troisz i nie wiesz w co rece wlozyc: troszyc sie o portfel, zeby go w tym balaganie nie zgubic, czy zbierac zakupione produkty co by kolejnemu klientowi prezentu nie zrobic?


Niestety supermarket jest to element w naszym zyciu trudny do unikniecia. Poza tym kazdy z nas ma zawsze ulubiony i znany sklep w ktorym preferuje robic zakupy. Ja jak ognia unikam lokalnej sieci INKA, gdzie bez wzgledu na rozmiar sklepu i ilosc polek, zawsze raczej bidny zestaw produktow i mocno srednia obsluge oferuja (poza tym malo promocji w dobie, gdzie wydawaloby sie, ze kryzys zmusza do bardziej open-minded, customer oriented postawy!). Carrefour tez na psy zszedl. Lidla uzywam do zakupu papieru toaletowego i taniego niemieckiego piwa…i zawsze z gotowka, bo kart nie akceptuja! Amen!

0 comments:

Post a Comment