Pages

Friday, 13 April 2012

Greckie Paschalne Alleluja – czesc pierwsza “Epitafium”


Poranne cieple, ale ciezkie powietrze Wielkiego Greckiego Piatku przerodzilo sie w mzysty wieczor. Niebo zasnute szarawa plachta i ten zapach wiosennych kropel, ktore przypominaja mi  letnie wycieczki po polskim lesie. Moje dziecinne i wczesno nastoletnie lata w Podkowianskich lasach. Chyba tak to jest, ze wraz ze swietami wracaja do nas obrazki, smaki i zapachy z beztroskich lat.   

O godzinie dziewietnastej powoli usuwa sie z powietrza kurz przyniesiony przez poludniowe wiatry.  Na zakurzonej karoserii samochodow pozostaja sciezki wyrysowane przez te kilka kropel deszczu. 

Od wczoraj na widokowym miejscu  stoi juz koszyczek z tradycjnie po Grecku, czerwonymi gotowanymi jajkami. Niektore maja kolor intensywny, niektore byly bardziej oporne na  farbe i dzisiaj blyszcza pieknym rozem.  

Jemy z moja tesciowa postna kolacje. Zakaz miesnej konsumpcji, az do minuty po polnocy z Wielkiej Soboty na Niedziele. Warzywa, spanakorizo (ryz gotowany ze szpinakiem), fakes (soczewica) w formie postnej, czyli chlupocze w wodzie o lekkim posmaku pomidorow. 

Wiemy, ze do kosciola mamy z gorki. Wbijamy sie w plaskie obuwie i na piechotke podazamy na nasz parafialny Chalepianski placyk. Wychodzimy na rog i raczymy sie kwiatami drzewek cytrynowych naszej sasiadki Pani Stekowej. Zrywamy kilka kwiatkow z dorodnych lemonies (drzewek cytrynowych)  i wsadzamy do kieszeni. Matko, coz to jest za zapach, niech sie wszystkie perfumy swiata schowaja! Takie paczki nawija sie na nitke i umieszcza wokol grobu Jezusa. Ja wsadzam do kieszeni i caly wieczor sciskam w dloni.

Pedzimy do tego grobu jak szalone, bo dzwony daly znac, ze epitafium wyszlo za prog kosciola. Spora grupa ludzi mija nas, my z gorki, oni juz pod gorke. Spanikowane myslimy, ze nas pochod ominal, ale na szczescie to pierwsza grupa wiernych. Ci pierwsi przychodza na poczatek i zostaja do wyprowadzenia grobu. Drudzy, tak jak my, przychodza na sam pochod. Trzeci zostaja do samego konca, aby po pochodzie przejsc pod grobem Jezusa ustawionym wysoko na progu swiatyni. 

Chalepianski pochod trwa okolo godziny. Wezyk ludzi ciagnie sie, jak na Grekow,w zadziwiajaco cichym ogonku za chwiejacym sie ponad glowami, przystrojonym bujnie blado-rozowym kwieciem, grobem Chrystusa. Kopule epitafium oswietlaja swieczki trzymane w rekach doroslych, dzieci i mieszkancow domow, ktorzy wyszli na ganki, balkony, pootwierali okna, drzwi wejsciowe, zeby pozdrowic Chrystusa. 

Idziemy w tym pochodzie, waskimi uliczkami. Robi sie cieplo, bo i wasko i sporo ludzi. 

Bardzo wyciszajace doswiadczenie. 

Nagle epitafium staje na rozstaju drog. Wszyscy cierpliwie czekaja, co poniektorzy rodzice korzystaja z okazji szybkiej fotosesji dla swoich odswietnie ubranych pociech. Spokoj, przyciszone rozmowy. Jak nie Grecja! Wiele osob w wyjsciowych strojach, co mlodsze pokolenie zenskie, tym wyzszy obcas. 

Zaczyna kropic, przestaje. Potem znowu kropi, ale nie chce sie na dobre rozpadac. Powraca ciezkie powietrze. 

Wchodzimy w kolejne waskie uliczki upstrzone bezowymi domami, z duzymi balkonami. Mijamy placyk nad ktorym faluje na prawde imponujaco wysoka palma. A potem juz ostatni zakret i znowu jestesmy przed kosciolem. 

Sucho, zwyczajnej wody sie chce, ale w kiosku nie starczylo butelek. Wiernym gardla od tych psalmow i wedrowek wysuszylo. 

Kupujemy gazowanej pol litra i nie czekajac w kolejce na przywilej przejscia pod grobem, ruszamy w droge powrotna, ciagnac sie tym razem pod Chalepianskie wzgorze.

Jutro kolejny dzien swietowania ze swietym ogniem z Jerozolimy.

1 comment:

  1. Oj pamiętam, pamiętam jak to wszystko wyglądało w zeszłym roku ... i Palenie Judasza jest bardzo widowiskowe ....
    Polecam jak kiedyś ktoś by chciał się wyrwać na święta Wielkanocne to polecam ....

    ReplyDelete