Poranne cieple,
ale ciezkie powietrze Wielkiego Greckiego Piatku przerodzilo sie w mzysty
wieczor. Niebo zasnute szarawa plachta i ten zapach wiosennych kropel, ktore
przypominaja mi letnie wycieczki po polskim lesie. Moje dziecinne i wczesno
nastoletnie lata w Podkowianskich lasach. Chyba tak to jest, ze wraz ze
swietami wracaja do nas obrazki, smaki i zapachy z beztroskich lat.
O godzinie
dziewietnastej powoli usuwa sie z powietrza kurz przyniesiony przez poludniowe
wiatry. Na zakurzonej karoserii
samochodow pozostaja sciezki wyrysowane przez te kilka kropel deszczu.
Od wczoraj na
widokowym miejscu stoi juz koszyczek z tradycjnie
po Grecku, czerwonymi gotowanymi jajkami. Niektore maja kolor intensywny,
niektore byly bardziej oporne na farbe i
dzisiaj blyszcza pieknym rozem.
Jemy z moja
tesciowa postna kolacje. Zakaz miesnej konsumpcji, az do minuty po polnocy z
Wielkiej Soboty na Niedziele. Warzywa, spanakorizo (ryz gotowany ze
szpinakiem), fakes (soczewica) w formie postnej, czyli chlupocze w wodzie o
lekkim posmaku pomidorow.
Wiemy, ze do
kosciola mamy z gorki. Wbijamy sie w plaskie obuwie i na piechotke podazamy na
nasz parafialny Chalepianski placyk. Wychodzimy na rog i raczymy sie kwiatami
drzewek cytrynowych naszej sasiadki Pani Stekowej. Zrywamy kilka kwiatkow z
dorodnych lemonies (drzewek cytrynowych)
i wsadzamy do kieszeni. Matko, coz to jest za zapach, niech sie
wszystkie perfumy swiata schowaja! Takie paczki nawija sie na nitke i umieszcza
wokol grobu Jezusa. Ja wsadzam do kieszeni i caly wieczor sciskam w dloni.
Pedzimy do tego
grobu jak szalone, bo dzwony daly znac, ze epitafium wyszlo za prog kosciola.
Spora grupa ludzi mija nas, my z gorki, oni juz pod gorke. Spanikowane myslimy,
ze nas pochod ominal, ale na szczescie to pierwsza grupa wiernych. Ci pierwsi
przychodza na poczatek i zostaja do wyprowadzenia grobu. Drudzy, tak jak my,
przychodza na sam pochod. Trzeci zostaja do samego konca, aby po pochodzie
przejsc pod grobem Jezusa ustawionym wysoko na progu swiatyni.
Chalepianski
pochod trwa okolo godziny. Wezyk ludzi ciagnie sie, jak na Grekow,w zadziwiajaco cichym ogonku za chwiejacym sie ponad glowami,
przystrojonym bujnie blado-rozowym kwieciem, grobem Chrystusa. Kopule epitafium
oswietlaja swieczki trzymane w rekach doroslych, dzieci i mieszkancow domow,
ktorzy wyszli na ganki, balkony, pootwierali okna, drzwi wejsciowe, zeby
pozdrowic Chrystusa.
Idziemy w tym
pochodzie, waskimi uliczkami. Robi sie cieplo, bo i wasko i sporo ludzi.
Bardzo
wyciszajace doswiadczenie.
Nagle epitafium
staje na rozstaju drog. Wszyscy cierpliwie czekaja, co poniektorzy rodzice
korzystaja z okazji szybkiej fotosesji dla swoich odswietnie ubranych pociech.
Spokoj, przyciszone rozmowy. Jak nie Grecja! Wiele osob w wyjsciowych
strojach, co mlodsze pokolenie zenskie, tym wyzszy obcas.
Zaczyna kropic,
przestaje. Potem znowu kropi, ale nie chce sie na dobre rozpadac. Powraca ciezkie
powietrze.
Wchodzimy w
kolejne waskie uliczki upstrzone bezowymi domami, z duzymi balkonami. Mijamy
placyk nad ktorym faluje na prawde imponujaco wysoka palma. A potem juz ostatni
zakret i znowu jestesmy przed kosciolem.
Sucho, zwyczajnej
wody sie chce, ale w kiosku nie starczylo butelek. Wiernym gardla od tych
psalmow i wedrowek wysuszylo.
Kupujemy gazowanej
pol litra i nie czekajac w kolejce na przywilej przejscia pod grobem, ruszamy w
droge powrotna, ciagnac sie tym razem pod Chalepianskie wzgorze.
Jutro kolejny
dzien swietowania ze swietym ogniem z Jerozolimy.






Oj pamiętam, pamiętam jak to wszystko wyglądało w zeszłym roku ... i Palenie Judasza jest bardzo widowiskowe ....
ReplyDeletePolecam jak kiedyś ktoś by chciał się wyrwać na święta Wielkanocne to polecam ....