Pages

Friday, 30 March 2012

Male Chalepianskie a cieszy – pierwsza lista pozytywow


Wszystko co Chalepianskie to taki codzienny misz masz smakow, zapachow, odczuc, obsesji, historii z Chania, Krety, Grecji, Polski i Ameryki.  

Chalepianskie wzgorze to taki dom jak kazdy inny, gdzie w charmidrze rzeczywistosci zapominamy, ze male cieszy, popadamy w fobie, zalewaja nas czarne mysli. Niby nic nowego: na pewnym wzgorzu stoja cztery sciany i my w tych czterech scianach albo sie kochamy, albo skaczemy sobie do gardla. Wszystko w zaleznosci od kontekstu. 

Dobrze, ze za tymi czterema scianami jest slonce, kilka drzew oliwnych i szczescie nad szczesciami – widok na morze a na tym morzu widok na pewna wysepke. Oczywiscie, jesli ktos z zalozenia i z uporu jest sfrustrowany to, zeby nie wiadomo jaki widok mial za oknem, za ktory inni by sie doslownie i w przenosni pozabijali, zawsze bedzie skrzywiony i nieszczesliwy. 

Poniewaz, odnosze wrazenie, ze czesciej otaczaja nas ludzie i sytuacje, ktore maja na celu sprzedanie nam kopa i negatywnej energii (sami sie oczyszczajac funduja nam niezla dawke zolci), dzieki chalepianskiemu otoczeniu i osobistym poszukiwaniom,  staram sie odkrywac takie male wlasne szczescia, ktore nastrajaja pozytywnie, doladowuja baterie i ucza jak cieszyc sie z oczywistego. I wierze, ze kazdy ma takie swoje wzgorze, tylko czasami zajmuje sporo czasu, pracy i uporu, a nawet nieszczescia, zeby w ktoryms momencie docenic i ucieszyc sie z tego co sie ma. I bez przesady, nie znaczy to, ze od tej chwili bedziemy sie tylko usmiechac i indoktrynowac otoczenie, ze zycie jest piekne i nic poza tym...

Bez klamstw... dla mnie bycie pozytywnym wcale nie jest latwe. Nie bede w tej chwili uskuteczniac autoanalizy, ale zbyt przesadny emocjonalizm, poczucie sprawiedliwosci i do tego branie do siebie i wchlanianie sytuacji, reakcji i atmosfery wrecz jak sie nawinie, na codzien strzelaja mnie po pysku i drecza malymi lub wiekszymi demonami oraz najzwyczajniejszym w swiecie bolem brzucha. 

Gabka, taka gabka jestem. 

Walcze z tym, i podnosze sie dzieki takim moim malym „cudom i zwyczajnosciom”. To taka lista swiadomosci co lubie i co mi sie podoba i co sprawia, ze czuje sie dobrze dzis, przez minute a moze i dluzej. Nie czas jest wazny. Lista jest dluga  i zaloze sie, ze kazdy taka ma....w glowie, na papierze, w komputerze. Jak sobie jeszcze nie zdal sprawy z jej istnienia, to zachecam. Nie boli a pomoze. 

Moja dzisiejsza a i na przyszlosc zawiera nastepujace elementy uszczesliwiajace:

1. Zachod slonca – Kretenskie zachody slonca sa obledne, czy to obserwowane ze wzgorza, czy z ciagnacej sie w nieskonczonosc plazy, czy z malej zatoczki czy wprost z samochodu ktory wiezie nas w gory lub na wybrzeze. Polecam tez te ktore panoramicznie rozciagaja sie wzdluz horyzontu kiedy zjezdzamy z jednego z kretenskich polwyspow ( w przypadku Chania, to nasz po sasiedzku polwysep Akrotiri z jego lokalnym lotniskiem, gdzie pewnie wyladujecie udajac sie w te strone wyspy).  Nie uwazam sie za szalona romantyczke i nigdy nie przemawialy do mnie zdjecia par sciskajacych sie przy zachodzie slonca. Nie mialam nigdy parcia do kreowania scenariuszy, zeby to on mnie w tej atmosferze bral, cokolwiek mialoby to znaczyc (sic!). Przemawia do mnie raczej magia swiatla, kolorystyka, cieplo slonca, ktore w momencie odchodzenia wydobywa velvetowe barwy otoczenia i robi cos takiego z niebem, ze oczu nie mozna oderwac.  

 2. Zielen oliwkowych drzew – prochu nie wymyslilam. Zielony to kolor spokoju, wyciszenia i dobrze jest zadbac, zeby miec jakas zielen za oknem, przed oknem, na oknie. Kretenskie drzewka oliwne i ich listki maja taka sile w sobie, ze patrzac jak sobie faluja na wietrze albo dostojnie stoja nieporuszone w poludniowym sloncu, na czlowieka splywa blogosc i cisza. Kretenskie drzewa oliwne nie naleza do tych malych i drobnych, chociaz rodza w wiekszosci male i drobne oliweczki. Pokrecone konary daja w sumie porzadna srednice pnia, a galezie trzymaja dlugie i moce listki. Na te listki, ktore pojawiaja nam sie w prawie kazdym okiennym rogu, moge patrzec bez konca. Na wierzchu gleboka zielen, a pod spodem bialy meszech oliwnej siwizny. Odczuwam potrzebe, zeby te galezie hipontyzowaly mnie z mojego stolu i moich toalet. Kilka zielonych galazek w bathrumie wprowadza atmosfere swiezoci i wakacyjnej kapieli.

Zupa z soczewicy – Nie moge powiedziec, ze moja ulubiona, ale na pewno to jedno z tych dan, ktore daje mi, przez swoja zawartosc zelaza, niesamowita dawke energii. A w polaczeniu z kromka chleba, daje tez chwile radosci. Brzmi banalnie, ale ostatnio z moja znajoma, ktora mieszkajac w Izraelu ma dostep do na prawde swietnych wypiekow, poruszylysmy temat uczuc, ktore wywoluje chleb. „Chleb, rwaznie swiezego chleba sprawia, ze czuje sie czysta i szczesliwa” – tak mi powiedziala. Ja tez czerpie radosc z kromki swiezego chleba, a zwlaszcza miluje sie w koncowkach tzw. dupkach. Co do zupy z soczewicy to jeszcze jedno za nia przemawia. To danie, ktore szybko sie przygotowuje i wymaga minimalnego zaangazowania skladnikow w wersji light. To rowniez jedna z nielicznych zup jaka gotuja Kretenczycy, ktorzy (malo sie o tym mowi i wie) generalnie lubuja sie w straczkowych potrawach, zwlaszcza zima. Soczewica po grecku to fakes (φακές).

Zupa z soczewicy wersja light – gotujemy soczewice do wrzenia. Odlewamy i ponownie zalewamy zimna woda, tak, zeby przykryc zawartosc. Dodajemy lisc laurowy, solimy, pieprzymy. Gotujemy najlepiej na wolnym ogniu przez co najmniej 40 minut (zalezy ile tej soczewicy mamy). Pilnujemy garnka, bo jak wszystkie straczkowce, soczewica lubi pic w tempie zawrotnym i trzeba w miedzy czasie dolac wody. Z tym dolewaniem nie szalejemy, tylko, zeby zawartosc zawsze byla przykryta woda. Pod koniec mozemy dodac kilka kropel oliwy. 

Zupa z soczewicy wersja light
Chleb z Chaniaz pysznymi czarnymi oliwkami

Zupa z soczewicy wersja aromatyczna, ale z malym ciezarkiem – wszystko jak w wersji light + dodajemy przy drugim gotowaniu sos pomidorowy, pokrojona spora cebule, a na koniec sypiemy wegete. Procz oliwy do goracej zupy przez samym spozyciem mozemy tez wrzucic kostke sera feta. Czasami tak grzesze i ja (hi!).

Ciag dalszy listy nastapi...



0 comments:

Post a Comment