Dzisiaj jest niedziela, 25 marca. Dzien absolutnie powalajacy swoim
pieknem, sloncem i przejrzystoscia atmosfery. W sam raz na parade z okazji jednej z
najwazniejszych uroczystosci narodowych w Grecji. Tego dnia, roku panskiego
1821 rozpoczela sie oficjalnie rewolucja (po grecku Epanastasi/ Επανάσταση), ktora w konsekwencji doprowadzila do wyzwolenia
Grecji spod panowania otomanskiego i do uznania panstwa Greckiego. To tyle na
temat kontekstu historycznego, co by nie przynudzac.
Dzisiaj w calym kraju odbywaly sie pochody z flagami, a na podniesieniach,
dzis juz nie tak dumnie, siedza przedstawiciele wladz lokalnych, regionalnych,
rzadowych itp.
Ja typem co sie rwie reprezentowac tlum z flaga nie jestem. U mnie w rodzinie
nigdy nie bylo tradycji uczestniczenia w jakichkolwiek pochodach. Nie pamietam
z lat dziecinstwa i nastoletnich, chwil w ktorych mialabym kroczyc z
choragiewka czy jakims kwiatem i udawac zlonierski krok.
Nigdy nie przekonywaly mnie jakiekolwiek demonstracje, parady, happeninngi,
kibicowanie w tlumie.
Nawet kiedys moj maz mial do mnie o to pretensje, ze nie potrafie mu kibicowac,
ze sie nie dre z entuzjazmem od ktorego sinieje mi twarz i oczy na wierzch
wychodza. Troche mi zajelo przekonanie go, ze calym sercem i dusza z nim
jestem, ale w wersji cichych mysli a nie tracenia gardla i zatracania estetyki
twarzy.
Dzisiaj wiec, dzien jak co dzien marszow i pochodow, dla mnie byl dniem
siedzenia w zaciszu domowym.
Jako prawy obywatel i z ciekawosci, bo juz od kilku dni tylko o tym media
bebnily, zainstalowalam sie przed telewizorem na czas parady w stolicy. Ateny
mialy obstawe o jaka rzadko w tym miescie. Chyba wladze sie rzeczywiscie
przestraszyly, a poza tym w koncu jakis madry czlowiek przeliczyl, ze lepiej
wydac na bezpieczenstwo niz na odnawianie popalonych budynkow. 4 tysiace
policjantow w samym centrum grzecznie strzeglo bezpieczenstwa rzadzacych. Pan Karol
Papoulias - prezydent kraju, postac widywana raczej i wylacznie przy okazji
parad, siedzial na malym podescie obitym niebieskim materialem i co chwila sie
podrywal, zeby pozdrawiac przechodzace grupy spoleczne. Publicznosci nie bylo,
bo na tym odcinku centralnym zamknieto dostep spoleczenstwu, wiec mozna by
rzec, ze sie prywatna impreza dla rzadzacych odbywala. Moze sie myle, ale w
telewizorze calosc wygladala raczej nedznie, bez charakteru i podnioslosci
w jakiej w moim wyobrazeniu pochody z okazji swiat narodowych powinny sie
odbywac. Rach ciach ciach, wszystko sie skonczylo i wszyscy poszli do domow,
mniemam.
Ja caly dzien przesiedzialam, czytajac i tlumaczac krotkie teksty o
malowniczych kretenskich wioskach, gajach oliwnych i sielance kretenskiej wsi. Mozg mi odpoczywal i nawet do glowy mi nie przyszlo, zeby sie zainteresowac
pochodem w Chania.
Sa takie dni kiedy nie ma nas dla swiata i dzien dzisiejszy do mniej wiecej
takich zaliczam, bo...
Bo pod koniec dnia weszlam na Fejsa i co widze i co czytam. Usmiechnieta
corka znajomej dziwgajaca grecka flage a pod spodem mamusia opisujaca jak to
pochod sie w demostacje przerodzil i wszystkich gazem lzawiacym potraktowano.
I tak sobie mysle, ze dobrze czasami posiedziec jest w domu.
Mam tylko nadzieje, ze mojego kota nie potraktowano jakims gazem, bo sie
dzisiaj caly dzien na posilek nie
pojawil. Miejmy nadzieje, ze to tyko te wiosenne slonce uderzylo mu do glowy i
przycmilo apetyt.







0 comments:
Post a Comment