Jeszcze po swietach wala sie po domu
metalowe pudelko wypelnione kurabiedes. Suto posypane cukrem pudrem zostawiają
sniegowe slady. Gdyby ktoś nie miał szczęścia zobaczyć w Grecji sniegu, to na
otarcie lez moglby sobie podeptać kilka takich kurabiedes.
Zamiast sniegu pada grad, zacina deszcz a
potem kilka dni przerwy i piękne slonce siada na zlodowaciałych szczytach Lefa Ori.
Od tej kratkowej pogody zaatakowal mnie
katar i tak trzymal przez dwa tygodnie. Nozdrza obtarte, usta spierzchnięte.
Szumialo w uszach, nic nie czułam. Poszlam po rozum do glowy i powrocilam do
starych, znanych mi metod. Wisniowy aromat Metaxa zdolal przedrzeć się przez
zatkany nos. Potem było już z gorki. Owocowe kremy dziedziczki zaczely dawac owocne
rezultaty, które również pozostaly nieobojętne dla mojego tymczasowo
znieczulonego nosa.
W miedzy czasie nasze drzewka oliwne
zostały starannie przetrzepane i od kilku dni swiezy kreteński nektar pali
podniebienie. Tegoroczne zbiory zakończone, 180 litrow w dużych dwóch bekach roznosi
zapachy w pomieszczeniu gospodarczym. Stoja sobie wysokie, pękate te beki pomiędzy
ratanowymi lezakami i kufrem z bożonarodzeniowymi ozdobami.
Wszedzie wszyscy w okolicy robia ogrodowe
porządki. Teraz kiedy ziemia jest pulchna i podlana, latwiej pogrzebac w
glinianej glebie. Nasz park został starannie przystrzyżony i stracil intymność
tajemniczego ogrodu. Schorowane palmy zostały sciete i swieca smutnymi
kikutami. Czy się odrodzą zależy od tego czy podane im będzie wlasciwe
lekarstwo.
Ten park to nasza przystan. Sciezki z
kocimi lbami a w centrum piekna cerkiew Swietej Magdaleny. Mijamy go co sobota
w drodze do szkoły tanca. Jak się nie ma pięciomiesięcznego dziecka to się
chodzi na Zumbe. A jak się ma takiego szkraba to Zumba może przypominać taniec
opętanego. Zapisalysmy się wiec na „cieple jak kluchy” tance mam z „dzieciami”.
Generalnie nie tańczymy tylko się przetaczamy, krecimy, udajemy planety, sfery
i w miedzy czasie efekty trawienia pozostawiamy a to na podłodze, a to na
skrawku artystycznej szarfy. Z nami sa jeszcze cztery inne pary: mamy z corkami
i mama z synem.
O swoim dziecku można opowiadac długo i
namiętnie. Nie ma jednak lepszej szkoły niż szkola porównania. Dziedziczka jest
w niebo wzieta. Glowa jej podskakuje, geba się smieje. A inne dzieci patrza się
podejrzliwie a usmiechow nie widać. Nasuwa mi się myśl, ze dziecko to
zwierciadlo zachowan dorosłych. I strach bierze, bo wychodzi na to, ze ludzie
za mało się usmiechaja. Za mało ciesza „pelna geba”. Wydawałoby się, ze taka
szkola to szansa poznania, zawarcia nowych znajomości, a tu zziajane mamy wpadają
ze skolowacialymi pociechami, sila się w duchu zespołu a potem szybko uciekają do
swojej, chyba niezbyt, radosnej rutyny.
A może ja przesadzam?
Pewnego dnia wracamy po naszych tańcach na
piechotę. Lapie nas ulewa na wysokości tawerny, jak glosi szyld „ z jedzeniem
jak u mamy”. Stoimy pod markiza kiedy
przejezdza znany filozof sciemniacz. Pan od Erosow i „życiowych madrosci”.
Widzi mnie, widzi wozek, widzi dziecko i krzyczy: „ Life style to mit!” a potem
wskazuje na dziedziczke i madrze sumuje „bo w zyciu tylko o to chodzi”. Nie tylko
i nie dla wszystkich …ale co tu tlumaczyc człowiekowi, który myśli, ze zawsze
ma racje. Fakt, ze ja dziś inaczej się definiuje, bo jestem matka ( mialam taka
potrzebe, rzekłabym).
Bella, nasza kocica, tez nia została. Po raz
enty. Jej dwojka potomstwa gości u nas w podgarazowych przestrzeniach. Dwa pluszowe kotki, zdziczale, odwalaja kawal
dobrej roboty. Psy Stekowej przestaly się w końcu panoszyć dzięki interwencji
naszej kociej szajki. Lulis, nasz kot,
jak zwykle buja w obłokach.
..i znowu nasuwa się myśl, ze kobieta
zawsze staje szybciej na nogi, bo pasywność kosztuje ja o wiele drożej niż mezczyzne.






0 comments:
Post a Comment