Pages

Wednesday, 2 January 2013

Konce i poczatki



Metaforycznie o koncach mozna bez konca.

Powiedzmy, ze jednak jest taki koniec, który można by potraktować nieco bardziej ostatecznie. 

Ζωή σε εμάς! Α nam niech zycie bedzie dane!( Czasami trzeba smutno zacząć, żeby skonczyc pogodnie i pokornie…nie mowie o tych, którzy się nigdy niczego nie ucza!) 

31 grudnia:
Zbliza się południe.  Zakladam czarne rajstopy, kupuje pek białych chryzantem. Wchodze po schodach kościoła Evagelistria. Mrzy, leje, mrzy. Tynk namieka i wygina sie tworząc betonowe plamy. Tuz przed ciężkimi, drewniano-ozdobnymi drzwiami glownego wejścia rozstawiony został stol z poczęstunkiem. Rzucam okiem co tam jest. Jest whiskey i sa ciastka. Smiem myslec, ze to forma oswojenia sytuacji. Jesc, nie jem. Nie siegam tez po kieliszek. Jakos nieswojo bym się poczula, gdybym miała teraz cos przeklnac, a katem oka zerkac na czarna lakierowana trumne. 

Nie mam doświadczenia. Pierwszy raz na tyle lat mojej przygody i mojego zycia w Grecji i z Grecja jestem na pogrzebie. Przycupnelam sobie obok drewnianego stojaka ze swieczkami i obserwuje co mam zrobić. Niesmialo klade na tace co laska, biore dwie zolte swieczki, chociaż sa tez ciemno-brazowe, mniemam, ze na takie okazje. Na codzien ich nie widuje. Ide ze spuszczona glowa do trumny. Czarna, z biala wystajaca falbanka. Stoi na niej zdjecie zmarłej. Rosla, przystojna blond kobieta. Zona rybaka. On z Krety, ona z tych królewskich wysp.  Wiem, ze to zdjecie ze slubu jej syna. Na zdjęciu jest usmiechnieta, emanuje sila i dobrocia. Trumna zakryta (Bogu dzięki). Rak. Ta odmiana ekspresowa. Miesiac i po człowieku. Nie caluje trumny, tak jak nie caluje nigdy ikon. Nie boje się trumny, ale śmierci bardzo. A może nawet nie tyle śmierci, co przemijania. Klade kwiaty tuz za trumna. Macham pospiesznie mój katolicki krzyz w powietrzu i zbieram się małymi, szybkimi kroczkami. Czuje, ze mi poliki plona. Przechodze przez srodek cerkwi. Wiem, ze spojrzenia ciekawskich skierowane sa na mój pochylony czubek glowy. 

W 2012 ominely mnie dwa pogrzeby, ale los tak chciał, zebym i z tej okazji pojawila się w kościele. Na poprzednich dwóch nie mogłam być i teraz stojac w bocznej nawie wypełniam mój obowiązek obecności. I mysle o tych dwóch, których znalam bardziej niż te blond kobiete. Mysl o nich nie opuszcza mnie od ich śmierci. 

Mysle o tym  pierwszym. Czlowieku zawodowo zaciętym, zyjacym złudzeniem kariery. Ze nie nacieszyl się życiem, rodzina, bo tylko praca i przekonywanie do swoich racji wypelnialy jego każdy dzień. Robil się zachlanny, nerwowy, zapominal o prostych ludzkich odruchach. 

Mysle, o tym drugim. Nie poznaliśmy się wcale chociaż teoretycznie byliśmy blisko. I zla jestem, ze odszedł a mi po nim nie pozostala marniutka pamiatka. Na wszystkim skapil, wszystkiego zalowal. Czy był dobrym człowiekiem? Chyba nie za bardzo szczęśliwym. Szkoda, ze go nie ma. 

Był człowiek i go nie ma. 

Czy można się czegos nauczyć po czyjejś śmierci? 

Ja zawsze mysle, ze zycie jest takie kruche i ze o tym zapominamy. Traktujemy innych jakby zawsze tu mieli być, a my będziemy mieli zawsze czas, żeby przeprosić i wrocic. Opętani własnymi sprawami, ogarnieci znieczulica oddalamy się od tych ważnych spraw w zyciu, a ono się konczy i nie pyta o pozwolenie. 

Początek jest jeden a potem już czasu nie da się zatrzymać. 

Kiedy patrze na moja corke to dociera do mnie co to znaczy początek.
Lezy sobie i uśmiecha się tymi bezzębnymi usteczkami.
Taki początek i dla mnie i dla niej będzie tylko jeden. 

Zyczymy sobie szczęśliwego nowego! Zdrowia, zebow, mniej obrzyganych rekawow, pierwszych krokow bez nabijania guza i żeby ci, którzy bladza zawsze do nas wracali.

1 comment:

  1. hmmm... dopiero przeczytałam. piękny wpis. wszystko to prawda :) wszystko mija. ja ostatnio się uczę, żeby skupiać się na teraźniejszosci, szczególnie w relacjach z ludźmi - żeby słuchać, patrzeć, być na 100%. właśnie po to, żeby niczego nie przegapić, nie żałować. małe dzieci są tego świetnymi nauczycielami :) naturalnie wytwarzają w nas czułą uważność dla każdej chwili, zupełnie jak P. :)

    ReplyDelete