Popołudniowa drzemka, mocno zmrozony
polksiezyc wisniowego arbuza. Dlugi ostry noz, profesjonalny pojemnik do przechowywania
zywnosci. Z pasja tne grube kawaly, wyrywam niedokrojone części i bez pomocy
widelca, obejmując cala dlonia wpycham sobie do ust. Reszta idzie do pojemnika
na tzw. „potem”. Lekko rozowy sok cieknie po brodzie, rekach, po dekolcie. Blat
wygląda jak pobojowisko. Arbuz jest tak podniecająco zimny, ze pewnie, gdyby
opetalo mnie szaleństwo i brak klimatyzacji rzucil się na zmysły, zaczelabym
przykladac go do czola i wmasowałabym lodowate cząsteczki w żarzące się części
ciala.
Za oknem morze paruje.
Od rana wiszące na balkonie wyprane ciuchy
nie zechciały wyschnąć.
Dziesieciodniowa fala upalow wywolujaca
wrazenie, ze ktoś się przesadnie bawi suszarka i dmucha nam bez przerwy cieplym
powietrzem w twarz. Upal daje w kosc, mozg, scina z nog.
Zamykasz oczy, otwierasz oczy i lzy potu
leja się po policzkach. Chodzisz z przylepiona do ust szklanka wody. Mokre
reczniczki do chłodzenia twarzy, do obrzmiałych nog, do flakowatych rak wisza
na każdym krześle i dostępnych krawędziach meblowych.
Lato to zdecydowany fan czerwonego
koloru. Czerwona z przegrzania twarz. Wulkanicznie rozgrzana krew buzujaca pod
gabkowa skora. Wisniowo-malinowe arbuzy. Dojrzale nektarynki. Potok małych
czerwonych lampek samochodow, które w lipcu i sierpniu zalewają wyspe i
wywoluja koszmarne korki, zwłaszcza w godzinach ludzkich temperatur, czyli od
22.00 i tak dalej.
Miastowe termometry przed polnoca radośnie
oglaszaja, ze jest tylko plus trzydzieści.
Czlowiek z rozdrażnienia ma ochote
zdzielić niewydolny wiatraczek, który w niczym nie sluzy pomocą. Do akcji rusza
ciezka artyleria – dzięki ci panie za klimatyzacje.
Jakby to niewdzięcznie nie zabrzmiało, nie
zawaham się napisac, ze wieczorna kapiel to już tylko nocne pluskanie. Żadne
tam orzeźwienie, a tylko dotyk czegosc mokrego na skorze, bardziej przyjemnego
od dotyku własnego potu.
Ciemna plaza, sine niebo, parujaca woda.
Na brzegu wszystkie lezaki zajęte, a wśród nich przemykający i psioczący stroz,
który od zachodu slonca nie może się uporac z porządkiem, przeganiając
milosnikow nocnych kapieli i jak sam twierdzi, nocnych harców tez.






0 comments:
Post a Comment