Pages

Tuesday, 17 July 2012

Na radarze


Popołudniowa drzemka, mocno zmrozony polksiezyc wisniowego arbuza. Dlugi ostry noz, profesjonalny pojemnik do przechowywania zywnosci. Z pasja tne grube kawaly, wyrywam niedokrojone części i bez pomocy widelca, obejmując cala dlonia wpycham sobie do ust. Reszta idzie do pojemnika na tzw. „potem”. Lekko rozowy sok cieknie po brodzie, rekach, po dekolcie. Blat wygląda jak pobojowisko. Arbuz jest tak podniecająco zimny, ze pewnie, gdyby opetalo mnie szaleństwo i brak klimatyzacji rzucil się na zmysły, zaczelabym przykladac go do czola i wmasowałabym lodowate cząsteczki w żarzące się części ciala.

Za oknem morze paruje. 

Od rana wiszące na balkonie wyprane ciuchy nie zechciały wyschnąć. 

Dziesieciodniowa fala upalow wywolujaca wrazenie, ze ktoś się przesadnie bawi suszarka i dmucha nam bez przerwy cieplym powietrzem w twarz. Upal daje w kosc, mozg, scina z nog.  

Zamykasz oczy, otwierasz oczy i lzy potu leja się po policzkach. Chodzisz z przylepiona do ust szklanka wody. Mokre reczniczki do chłodzenia twarzy, do obrzmiałych nog, do flakowatych rak wisza na każdym krześle i dostępnych krawędziach meblowych.  

Lato to zdecydowany fan czerwonego koloru. Czerwona z przegrzania twarz. Wulkanicznie rozgrzana krew buzujaca pod gabkowa skora. Wisniowo-malinowe arbuzy. Dojrzale nektarynki. Potok małych czerwonych lampek samochodow, które w lipcu i sierpniu zalewają wyspe i wywoluja koszmarne korki, zwłaszcza w godzinach ludzkich temperatur, czyli od 22.00 i tak dalej. 

Miastowe termometry przed polnoca radośnie oglaszaja, ze jest tylko plus trzydzieści. 

Czlowiek z rozdrażnienia ma ochote zdzielić niewydolny wiatraczek, który w niczym nie sluzy pomocą. Do akcji rusza ciezka artyleria – dzięki ci panie za klimatyzacje. 

Jakby to niewdzięcznie nie zabrzmiało, nie zawaham się napisac, ze wieczorna kapiel to już tylko nocne pluskanie. Żadne tam orzeźwienie, a tylko dotyk czegosc mokrego na skorze, bardziej przyjemnego od dotyku własnego potu. 

Ciemna plaza, sine niebo, parujaca woda. Na brzegu wszystkie lezaki zajęte, a wśród nich przemykający i psioczący stroz, który od zachodu slonca nie może się uporac z porządkiem, przeganiając milosnikow nocnych kapieli i jak sam twierdzi, nocnych harców tez.

0 comments:

Post a Comment