Do domatorow nie naleze, ale dzisiaj zaszylysmy sie z moja corka w domu.
Dziedziczka, uzywajac jezyka emocjonalnego, była od cholery, a ja czułam się
za bardzo zmeczona, żeby jeszcze się z nia szarpac i przygotowywać do wyjścia.
Za oknem było pięknie, słonecznie i wietrznie. Cieplo nie było, ale atmosfera iscie
chrupiaca. Rześko. W sam raz na pranie.
I na nowe kocyki z bałwankami. I w końcu na gruba, zimowa koldre.
Już nie mogę się doczekać kiedy napalimy pierwszy raz w kominku. No i pewnie,
jak co roku, znowu będzie draka. Ladnie się będzie palilo i dymilo, nie z
komina tylko do pokoju. A potem wszyscy będą roznosić zapachy jak z Mazurskich
ognisk, bo caly rok nikt się nie zmobilizowal, żeby sprawdzić i przeczyscic ten
nieszczęsny komin. A swoja droga, na wczorajszym spacerze, tak sobie myslalam,
ze tyle lat na tej Krecie a ja tutaj żadnego kominiarza nie widziałam. A szkoda…
Jeśli chodzi o spacery, to lazimy z dziedziczka sporo. Seanse do godziny
prawie codziennie i raz w tygodniu taki trzygodzinny marsz. Mój katharsis, jej
zloty srodek nasenny. Żeby się zapomnieć,
zmeczyc, można oczywiście zlapac tez za odkurzacz i maniakalnie wkradać się w każdy kat. Nie w
moim stylu. Takie zmeczenie tlumi szare komórki i otepia nie tylko ciało, ale i
myśli (podkreślam, w moim przypadku). Nie mogę powiedzieć, zebym cos genialnego
na tych spacerach wymyslila, ale przynajmniej jest spokojnie i cicho. I tak się,
przy tych krokach bezliku, oddalają pewne sprawy, pewni ludzie pojawiają w myślach,
nabieram przekonania co do jednych decyzji i godze z mysla, ze pewnych myśli nie
trzeba się trzymać.
I lubie te moja samotność i jej nie lubie. Jak za często i za dużo towarzystwa
to się mi dusza meczy. Jak posucha towarzyska i sama z sobą dzień w dzień gadasz,
to tez jakos tak na sercu ciężko. Sa takie okresy, ze czuje się puche, taki
brak sensu, ruchu. Ze wydaje się, ze wszystko co robisz nie ma określonego kierunku.
Ze zastanawiasz się, może w czyms zawiniles, może trzeba się zmienić, lub cos zmienić
tylko nie wiesz dokładnie co. Z takimi stanami trzeba się poprztykac, powalczyć.
Takim stanom nie wolno się oddawać. Lenistwo duchowe to dobry początek depresji.
Za dużo odpoczynku, zamkniecia w swoim bezpiecznym malym swiatku, szkodzi na
przyszlosc.
Wychodzimy wiec
do ludzi (lubie te określenie, ma tyle pozytywnej energii). Ostatnio zmienilysmy
trase i w ucieczce przed morskimi wiatrami i samotnością skalnych urwisk,
chodzimy miedzy domami. I tak odkryłam, ze nasza „ osiedlowa” piekarnia,
serwuje przyzwoitej jakości ekspresowke kawe. Potem male podejście i robimy
kilka rundek w parku u Swietej Magdaleny. Do centrum udaje nam się pozostawać na
chodniku. A tam witryny sklepow.
Trzeba się w końcu
zabrać za swiateczne zakupy.






0 comments:
Post a Comment