Pages

Saturday, 22 December 2012

Z Mikolajem



Z prognoza pogody jest jak z wrozkami. Mialo być słonecznie, a tu pada i pada. Zero gwiazdki na niebie. Miał być Mikolaj, zaszczycila nas swoim przyjściem na swiat Penelopa. 

W domu jak na straganie z ozdobami swiatecznymi. Pozytywki, pluszowe Mikolaje zapelnily każdy wolny kat. Stoi piekna i umeczona dwumetrowa retro choinka. 

Ostatnie zakupy w tlumie tysiąca pięciuset Mikolajow. Zjedzone nieprzyzwoite ilości melomakarona a w zebach orzechy po kourabiedes. Empik ograbiony z mysla przyszłorocznej intelektualnej stymulacji dziedziczki. Prostymi słowami – będziemy dziecku czytac! 

Nasza coroczna swiateczna kolacja już za nami. Jak co roku, kiedy tylko jesteśmy w domu, z uporem, maniakalnym, organizuje cos na styl naszej polskiej Wigilii. Jest zupa grzybowa i barszcz czerwony. Jest opłatek, ale karp jak zwykle nieobecny. Potem jest kilka dan kuchni greckiej, bo czymś trzeba gości ugoscic, a goście, przywiązani do swoim tradycji kulinarnych, ciężko się reformują.  Generalnie nieważne, co na tym stole jest. Ale jest i wszyscy grzecznie siedza i się do siebie usmiechaja. Na koniec przychodzi Swiety Mikolaj (tutejszy noworoczny Agios Vasilis) i wszystkim przynosi cos na pamiatke. Tego dnia nikt od stolu nie odchodzi z pustymi rekoma. 

Dumna i blada chwale się, ze Wigilia to taka nasza polska tradycja, az mnie moja wyksztalcona kolezanka edukuje, ze przecież to „kolacja milosci” (dipnos agapis/δείπνος αγάπης), ktora w Grecji robiono 26 grudnia, poki tradycja nie padla…i wstyd (sic!). 

0 comments:

Post a Comment