Z prognoza pogody jest jak z wrozkami. Mialo być słonecznie, a tu pada i
pada. Zero gwiazdki na niebie. Miał być Mikolaj, zaszczycila nas swoim przyjściem
na swiat Penelopa.
W domu jak na straganie z ozdobami swiatecznymi. Pozytywki, pluszowe
Mikolaje zapelnily każdy wolny kat. Stoi piekna i umeczona dwumetrowa retro choinka.
Ostatnie zakupy w tlumie tysiąca pięciuset Mikolajow. Zjedzone
nieprzyzwoite ilości melomakarona a w zebach orzechy po kourabiedes. Empik
ograbiony z mysla przyszłorocznej intelektualnej stymulacji dziedziczki.
Prostymi słowami – będziemy dziecku czytac!
Nasza coroczna swiateczna kolacja już za nami. Jak co roku, kiedy tylko jesteśmy
w domu, z uporem, maniakalnym, organizuje cos na styl naszej polskiej Wigilii.
Jest zupa grzybowa i barszcz czerwony. Jest opłatek, ale karp jak zwykle
nieobecny. Potem jest kilka dan kuchni greckiej, bo czymś trzeba gości ugoscic,
a goście, przywiązani do swoim tradycji kulinarnych, ciężko się reformują. Generalnie nieważne, co na tym stole jest. Ale
jest i wszyscy grzecznie siedza i się do siebie usmiechaja. Na koniec
przychodzi Swiety Mikolaj (tutejszy noworoczny Agios Vasilis) i wszystkim
przynosi cos na pamiatke. Tego dnia nikt od stolu nie odchodzi z pustymi
rekoma.
Dumna i blada chwale się, ze Wigilia to taka nasza polska tradycja, az mnie
moja wyksztalcona kolezanka edukuje, ze przecież to „kolacja milosci” (dipnos
agapis/δείπνος αγάπης), ktora w Grecji
robiono 26 grudnia, poki tradycja nie padla…i wstyd (sic!).






0 comments:
Post a Comment