Pages

Wednesday, 12 December 2012

Przedswiatecznie



Powoli serpentyny swiatel otaczaja miastowe lampy. Gdzieniegdzie zwisa z balkonu drabina z Mikolajem-kaskaderem. Kwitnie drzewko Bozonarodzeniowe. No i zrobilo się w końcu zimno, a w gorach nawet popruszyl snieg. 

W sklepach puchy. Nie odczuwa się przedswiatecznej bieganiny. Witryny tez jakies smutne. 

Wystawy swieca tymi najbardziej oczywistymi dekoracjami. Pod Agora staje jak zwykle, średnich rozmiarow plastikowa choinka, a w parku rozstawiają kilka straganow, duże manekiny Dziadkow do Orzechow i egzotycznych zwierzat, no prawie jak z szopki wziętych. 

U nas już od kilku dni nadaje radio Christmas songs, stoja sniezne kule, wisza kolorowe gwiazdy. 

A mi jakos smetnie i tęskno. 

Zawsze o tej porze roku serce mi się rwie do Warszawy. Do tego zgiełku i smakow. 

Mysle tez sobie o ludziach, którzy pojawili się w moim zyciu i o tych którzy fizycznie lub psychicznie odeszli z moich kart. 

Szkoda, ze z tych do odchodzą tak wielu na własne zyczenie się unieszczesliwia. Zzera ich chciwość, skąpstwo, zazdrość. Ale niszczy tez wlasna pasywność, lenistwo i wygodnictwo. 

Sa tez ludzie dobrej woli. Trzeba mieć zawsze takiego swojego, choćby na chwile obecna, „anioła” dla podtrzymania zdrowych zmyslow. 

Mysle, ze każdy emigrant w tym okresie wyjątkowo odczuwa samotność. To taka samotność, której bez zycia na emigracji nie można zrozumieć. 

Żeby polubić swoja emigracje, trzeba polubić swoja samotność. 

Ale ktoz nie ma chwil slabosci?

0 comments:

Post a Comment