Lubie podrozowac, ale dzisiaj
lubie tez wracac do mojego domu.
Kiedys nie lubilam wracac,
wolalam zostac w podrozy. Dzisiaj z werwa sie pakuje, na czas podrozy wykazuje
energia super woman, a po powrocie opadam z wrazen i wtulam w moja poduszke na
moim masywnym lozu, ktorego drewno sprawia wrazenie wyzlobionego przez silne
morskie fale.
Dom to takie miejsce, gdzie
samemu odczuwa sie poczucie bezpieczenstwa i komfortu. Na te wygode, bo
bezpieczenstwo to wygoda, trzeba sobie zapracowac. Ja jestem z tych, ktorzy
wrecz alergicznie reaguja na poczucie dyskomfortu przestrzennego.
Znam wiele domow, gdzie
przestrzen jest tak urzadzona, ze nawet mieszkancy tych domow czuja sie tam
nieszczesliwi, ale nie moga albo nie potrafia sie rozpieszczac. Brzydota
przedmiotow, starosc niewymienianych dekoracji przygniataja i dusza.
Dom musi byc przytulny i musi
miec te wlasnie male komforty. Male
drobiazgi, zmiana dekoracji, misiowate kocyki, lampy ktore przytulaja nas
swiatlem, swieczka, taka poduszka, ktora mozna wziac w objecia i rozgrzac
okolice brzucha. Sa takie domy, ze od progu czujesz sie jak u siebie. A sa tez
takie, gdzie siedzisz na brzegu kanapy i wiercac sie marzysz o wlasnej. Dom to
nie tylko przedmioty, ale i ludzie. Kanapa wiec moze byc wystarczajaco wygodna
i przyjemna estetycznie dla oka, ale jej wlasciciel swoim oddechem sprawi, ze poczujemy sie
jak na rozzarzonych weglach.
Zeby chciec wracac do swojego
domu, trzeba go lubic.
Nie przypadkowo wybiera sie pewne
miejsca na dom i nie przypadkowo buduje w pewnych miejscach pewne sciany.
Lubie myslec o przestrzeni domu,
budynkow, jakby to bylo miec taki budynek w takim miejscu i dlaczego gdzies
widze siebie siedzaca na balkonie, a gdzie indziej nie chcialabym spedzac
bezczynnych godzin przy oknie.
Czytam obecnie bardzo przyjemna
ksiazke “Pod sloncem Toskanii” nijakiej Frances Mayes. Opowiada ona o zakupie dosc
sporych rozmiarow posiadlosci we Wloszech i ta jej opowiesc bardzo mnie
nastroila, zeby samej pomyslec dlaczego w pewnych miejscach czuje sie blogo, z
pewnych chce szybko wyjechac a do pewnych chcialabym wracac, a moze i w
przyszlosci tam miec swoj dom.
Oto kilka luznych cytatow, ktore
do mnie przemowily i ktore nabieraja wlasciwego znaczenia jesli czlowiekowi
dane jest przebywac w roznych domach, roznych srodowiskach, bywac:
- Za Bachelardem Mayes pisze: “ Przypominajac sobie pokoje w domach, w ktorych mieszkalismy, uczymy sie przebywac w sobie samych”…
- “Domy wazne to te, ktore nam pozwalaja spokojnie snic”…
- “My, poludniowcy, mamy w spiralach DNA jakis jeszcze niewykryty gen, nakazujacy nam wierzyc, ze miejsce jest przeznaczeniem”…
- Z tym bardzo sie utozsamiam: “ To, gdzie sie jest, znaczy, czym sie jest. Im glebiej owo miejsce przenika w jazn, tym bardziej sie umacnia wiez z owym miejscem. Wybor miejsca nigdy nie bywa przypadkowy, to wybor czegos, czego sie pragnie.”
Mysle, ze koncepcja domu nie
bylaby mozliwa bez ruchu, mozliwosci kazdego z nas do przemieszczania sie. Inna
sprawa czy potrafimy wykorzystac okazje i szanse do takiego ruchu.
Dla mnie
podroze to lekcja zrozumienia pojecia dom. Podroz chyba nie mialaby sensu,
gdyby nie bylo tego powrotu. Z drugiej strony to podroz otwiera horyzonty i
uczy.
Jakby najwygodniejsze,
najbardziej luksusowe te nasze cztery sciany nie byly, gdyby nie ruch ktoremu od
czasu do czasu powinnismy sie oddac, o postepie mysli nie byloby mowy. Mozna
zaczac od swiadomego ruchu oka, obrotu glowy, prostego ruchu cielesnego
polaczonego z ciekawoscia pchajaca nas w nieznana wiedze obserwacji.
Moze sie myle, ale im wiecej
czlowiek uczestniczy w procesie ruchu tym jego mozg szybciej zostaje uwolniony
i wolniej sie starzeje. Podroz, ta z ciekawosci i wewnetrznej potrzeby zawsze
uczy i odkopuje poklady wiedzy o samym sobie. Inna sprawa skad u ludzi takie
potrzeby sie biora.
Dla mnie bycie w jednym miejscu
przez dluzszy czas rozleniwia i cofa.
A z tych kilku cech ludzkich, na
ktorych moja tolerancja sie konczy, to lenistwo.






Holy true :)
ReplyDelete