Pierwszy wrzesniowy deszcz mamy juz za
soba. Gruba mokra sciana walaca o popekana ziemie.
Na początku była czarna chmura
rozciagajaca się nad wyspa Thodorou, która stopniowo zaczela przyjmować kształt
szarych sopli. Szare sople podplynely blisko, zawiało, zgielo oliwkowe liscie,
podniosło kurz i jak nie lunie.
Odparowal zaduch a w nozdrza wbil się
intensywny zapach skropionej, od miesięcy suchej, ziemi.
| Widok na pierwsza jesienna burze |
Przyszedł czas udeptywania winogron. Znalazlam dziś w
temacie mala ciekawostke. Maly recznie robiony nożyk, którym podcina i scina
się winogrona na Santorini (wyśmienite wino…wulkaniczne) to tzw. Feredini
(Φερεντίνι). Udeptywali ci co pryskali, bo te pozostawione same sobą wyschly na
rodzynki zanim jeszcze przyszedł czas zrywania.
Rozpoczela się pierwsza tura pomarańczy. To te, które
maja uboga aparycje z zielonymi plamami i zolknaca cienka skorka. Sa miękkie i
średnio nadaja się do jedzenia, ale sok z nich to rozkosz dla podniebienia
spragnionego autentycznej witaminy C.
| Jesienne pomarancze |
Pojawily się tez owoce granatu. Trzeba się spieszyć przy
ich zbiorach, bo szybko staja się ptasim lupem. Zanim spadna, zglodniale
ptaszyska rozbierają nabrzmiałe „bomby” i wydziobują słodko-kwasne ziarenka.
| Granaty, ktore ocalaly |
Wieczorem po plecach ciagnie, wilgoc wyziębia skore. To
jeszcze nie ten przeszywający, atakujący kosci chlod wilgoci. Poki co chlodek
przylepia się do skory, ale z szalami trzeba się po lecie przeprosić.
I tak siedze na werandzie, pozno się już zrobilo. W
oddali swiatla miasta. Popijam moje piwo, zagryzam migdałami, delektuje się
samotnoscia.






0 comments:
Post a Comment