Pages

Saturday, 1 September 2012

Chalepianskie bajki i zwierzyniec – królestwo Penelopy


Wczoraj minal dokladnie miesiac od wstapienia krolewny Penelopy na Chalepianski tron. Dziedziczka is in the house! 

Matko (ze użyję wyświechtanego zwrotu), jak ten czas szybko leci…a może to i dobrze, ze przynajmniej na ten rok te cholerne lato w końcu się konczy. Madrzy ludzie i co się znaja, twierdza, ze było to najgorętsze lato od stu lat! Sama się dziwie, ze moja corka się nie ugotowala podczas sierpniowych upalow. Niestety przez te wszystkie poty i klimatyzacje nabawila się mi się potowek z którymi do tej pory walczymy. Walczymy tez z kolkami, pracujemy nad jedzeniowym i drzemkowym programem i po tych trzydziestu dniach pojawia się na horyzoncie schemat, przyjemna rutyna, która pozwala mi zaczerpnąć trochę swiezego powietrza.  Starcza tez czasu na posiłek lub kapiel – niestety dwie czynności w tym samym czasie na razie się wykluczają. Albo chcesz być czysta, albo najedzona – wybor należy do ciebie.

Chyba wole być czysta, jak na razie, bo moja corka walczy z cera a ja ze zbędnymi kilogramami. Nie powiedziałabym na dzień dzisiejszy o sobie, ze bajkowo się prezentuje. Dziwnym trafem, gorna czesc ciala przybrala okragly kształt, a dolna zrobila się kwadratowa i trzeba powalczyć z uciazliwa geometria i prawem ciazenia, sic! 

Cwiczyc nie za bardzo jeszcze mogę, ale już powoli schodzę z chalepianskiego wzgórza i w przyzwoitym tempie tocze się nad wybrzeże. To się podobno „power walk” nazywa, ale u mnie to raczej „ effort walk”  - wysiłku dużo i jakos tak wszystko kupy się nie trzyma. Jak to się człowiek w 9 miesiecy może fizycznie zmienić. Jeszcze miesiąc i według mojego lekarza, będę mogla na glowie stawac! Już się nie mogę doczekać joggingowych sesji – wiatr we włosach po prawie roku! 

Cialo się zmienia (brzydkie slowo, ale musze napisac, ze wręcz deformuje, nie cale, ale pewne części – w oparciu o moje odczucia estetyczne) i w glowie tez się wiele zmienia. Czesciowo jest za to odpowiedzialny poporodowy bol, potem zarwane noce, no i te hormony. Sesje cycowe mogą mieć otumaniający wpływ na intelekt (o emocjach teraz nie będę pisać, bo jeszcze nie zebrałam na tyle myśli). 

Stad pewnie przez pierwsze dwa tygodnie swojego zycia moje dziecko wysluchiwalo w kolko na okraglo ubogiego repertuaru takich piosenek jak: „Stokrotka rosla polna”, „Murzynek Bambo w Afryce mieszka” i „Aaa kotki dwa”. W tym trzecia piosenka była, chyba tylko z tytułu i harmonii zblizona do oryginału, bo ani ja ani babcia Penelopy, wiernie mnie wspierajaca, nie pamietalysmy slow i jakies koszmarne rymy serwowalysmy biednemu dziecku. Potem odpadl „Murzynek Bambo”, bo moja corka uznala chyba cala historie za rasistowska i zaczynala się drzec jak tylko slyszala pierwsza zwrotke. Stanowczo zwyciezyla Stokrotka, która była i wciąż jest wyspiewywana przy każdym krzywieniu się, ostrej kolce i niezadowoleniu, ze trzeba zalozyc czyste śpiochy i za każdym razem ma kojący wpływ (na czas który jest potrzebny, żeby od jednej czynności dolecieć do drugiej bez zbędnego, wywolujacego siódme poty, ryku mojego Aniolka)! Az zaczelam mieć poważne podstawy, żeby myslec, ze jeszcze jedna wyspiewana Stokrotka i moje dziecko w pierwszym miesiącu zycia wstapi do harcerstwa. W końcu tata zakupil internetowe radio – sprzet nowej generacji, nie jakies tam CD i od tygodnia słuchamy Baby Radio prosto z Polski. 

Dziedziczka jest w niebo wzieta, a ja reperuje braki w baby spiewniku. Od rana leca bananowe songi, dziobdzioby. Az jestem pod wrazeniem ile z tych piosenek to hity mojego dzieciństwa. Nawet sobie podrygujemy walcowym krokiem. Niektóre słowa wzbudzają we mnie dylematy etyczne i nie jestem pewna czy sa to teksty wlasciwe dla dziecięcych uszu…no chyba, ze autor anarchistycznie zakłada, ze dzieci od małego nie wolno trzymać pod kloszem i forma zastraszania, chociażby gumka do scierania, może pomoc w ksztaltowaniu charakteru. No, bo jak inaczej interpretować:

„ …wiec mnie nie ciągnij za tornister, bo cie wymarze i przestaniesz istnieć!
Myszka, myszka – w kieszeni zawsze ja nosze….” la, la, la….a mi tu sadyzmem powiało…ale mogę się w mylic, bo mi mleko do glowy uderzylo, sic! 

Sesje cycowe umilamy sobie lektura bajek z pewnej księgi, nowego wydania. Bajek tam od cholery, wersje krótkie i treściwe. Jestem w szoku jak, za przeproszeniem, na dwóch kartkach papieru, drukiem dla slepcow, można opowiedzieć bajke o Kopciuszku i innych królewnach. Mojej corce to nie przeszkadza (jeszcze), ale jest tez faktem dającym do myslenia, dlaczego prawie kazda bajka zaczyna się od: był sobie BIEDNY wdowiec, rybak, drwal, wieśniak, mlynarz…BIEDNA wdowa, dziewczynka, para staruszkow. Wszyscy biedni, w bidnych chatkach. Meczacy schemat. 

Oczywiście, większość moich przemow, monologow, objasnien skierowanych do mojego „mieszanego dziecka” wykonywanych jest w jezyku polskim. Czasami przemawiam po grecku, bo się tata stresuje, ze nie wie co ja dziecku wygaduje. Generalnie musimy popracować nad kwestia jezykowa w domu i trzymać się konkretnej wersji, żeby później nie było, ze dziecko w zadnym jezyku poprawnie się wypowiedzieć nie będzie moglo. To taki mój cel, żeby mala swietnie mowila po polsku! Nie wyobrażam sobie, żeby miała lamac jezyk, który dla mnie jest tak ważnym narzędziem okreslajacym moja wlasna tozsamosc. Ale wszyscy wiemy, ze jedno to teoria a drugie to zycie. A zyciu pomoc trzeba…musze poszukać materiałów na temat wychowywania dziecka w rodzinie mieszanej. 

Wieczorami czuc już nadciagajaca kretenska jesien. Sloneczna, z rozgrzanym morzem, letnim wiaterkiem i orzezwiajacymi nocami. Nad ranem fala morskiego powietrza wkrada się przez moskitiery i uchylone rolety. 

W końcu można wyjść wieczorem na taras i obnizyc temperaturę ciala. Od kilku dni wystawiamy wozek i sobie spacerujemy po kamiennym chodniku przed domem. Zakladamy na wozek moskitierę, żeby się do naszej dziedziczki nie dobraly wredne kreteńskie komary, male jak pchełki a dziabiące z pasja wygłodzonego sepa. Do towarzystwa mamy tez naszego kota, który z zazdrości, ze się nim nikt nie zajmuje probuje na konto Penelopy otrzymać dawke czulosci. I jestem pewna, ze mu się wydaje, ze te wszystkie gruchania i czule slowka sa do niego skierowane! Przeskakuje z murka na murek, prezy się przy moskitierze, dziurawiac ja przy okazji i z wyrazem zdziwienia pozostaje rociagniety na posadzce, gdy wozek Penelopy obojętnie toczy się kolo jego białego futerka.

Na wozku wisi brzeczacy kurczak i uświadamiam sobie, kiedy turkoczacy wozek przywoluje stado owiec - sąsiadek, ze wydaje dzwieki podobne do owczego dzwonka,. Tuz przy wejściu do kuchni, odgrodzone zardzewiałym i polatanym parkanem wychylają lby i przepychają się z grupka barankowych maluchow. U owiec tez dziecioland. 

Kolo dziewiątej wieczor robi się już na prawde wilgotno i lepko. Pojawiają się pierwsze nietoperze. 

Pora na wieczorna kapiel.
   

0 comments:

Post a Comment