Wczoraj minal dokladnie miesiac od wstapienia krolewny
Penelopy na Chalepianski tron. Dziedziczka is in the house!
Matko (ze użyję wyświechtanego zwrotu), jak ten czas
szybko leci…a może to i dobrze, ze przynajmniej na ten rok te cholerne lato w
końcu się konczy. Madrzy ludzie i co się znaja, twierdza, ze było to
najgorętsze lato od stu lat! Sama się dziwie, ze moja corka się nie ugotowala
podczas sierpniowych upalow. Niestety przez te wszystkie poty i klimatyzacje
nabawila się mi się potowek z którymi do tej pory walczymy. Walczymy tez z
kolkami, pracujemy nad jedzeniowym i drzemkowym programem i po tych trzydziestu
dniach pojawia się na horyzoncie schemat, przyjemna rutyna, która pozwala mi
zaczerpnąć trochę swiezego powietrza. Starcza
tez czasu na posiłek lub kapiel – niestety dwie czynności w tym samym czasie na
razie się wykluczają. Albo chcesz być czysta, albo najedzona – wybor należy do
ciebie.
Chyba wole być czysta, jak na razie, bo moja corka
walczy z cera a ja ze zbędnymi kilogramami. Nie powiedziałabym na dzień
dzisiejszy o sobie, ze bajkowo się prezentuje. Dziwnym trafem, gorna czesc
ciala przybrala okragly kształt, a dolna zrobila się kwadratowa i trzeba
powalczyć z uciazliwa geometria i prawem ciazenia, sic!
Cwiczyc nie za bardzo jeszcze mogę, ale już powoli
schodzę z chalepianskiego wzgórza i w przyzwoitym tempie tocze się nad
wybrzeże. To się podobno „power walk” nazywa, ale u mnie to raczej „ effort
walk” - wysiłku dużo i jakos tak
wszystko kupy się nie trzyma. Jak to się człowiek w 9 miesiecy może fizycznie
zmienić. Jeszcze miesiąc i według mojego lekarza, będę mogla na glowie stawac!
Już się nie mogę doczekać joggingowych sesji – wiatr we włosach po prawie roku!
Cialo się zmienia (brzydkie slowo, ale musze napisac,
ze wręcz deformuje, nie cale, ale pewne części – w oparciu o moje odczucia
estetyczne) i w glowie tez się wiele zmienia. Czesciowo jest za to
odpowiedzialny poporodowy bol, potem zarwane noce, no i te hormony. Sesje
cycowe mogą mieć otumaniający wpływ na intelekt (o emocjach teraz nie będę
pisać, bo jeszcze nie zebrałam na tyle myśli).
Stad pewnie przez pierwsze dwa tygodnie swojego zycia
moje dziecko wysluchiwalo w kolko na okraglo ubogiego repertuaru takich
piosenek jak: „Stokrotka rosla polna”, „Murzynek Bambo w Afryce mieszka” i „Aaa
kotki dwa”. W tym trzecia piosenka była, chyba tylko z tytułu i harmonii
zblizona do oryginału, bo ani ja ani babcia Penelopy, wiernie mnie wspierajaca,
nie pamietalysmy slow i jakies koszmarne rymy serwowalysmy biednemu dziecku. Potem
odpadl „Murzynek Bambo”, bo moja corka uznala chyba cala historie za
rasistowska i zaczynala się drzec jak tylko slyszala pierwsza zwrotke.
Stanowczo zwyciezyla Stokrotka, która była i wciąż jest wyspiewywana przy
każdym krzywieniu się, ostrej kolce i niezadowoleniu, ze trzeba zalozyc czyste
śpiochy i za każdym razem ma kojący wpływ (na czas który jest potrzebny, żeby
od jednej czynności dolecieć do drugiej bez zbędnego, wywolujacego siódme poty,
ryku mojego Aniolka)! Az zaczelam mieć poważne podstawy, żeby myslec, ze
jeszcze jedna wyspiewana Stokrotka i moje dziecko w pierwszym miesiącu zycia
wstapi do harcerstwa. W końcu tata zakupil internetowe radio – sprzet nowej
generacji, nie jakies tam CD i od tygodnia słuchamy Baby Radio prosto z Polski.
Dziedziczka jest w niebo wzieta, a ja reperuje braki w
baby spiewniku. Od rana leca bananowe songi, dziobdzioby. Az jestem pod wrazeniem
ile z tych piosenek to hity mojego dzieciństwa. Nawet sobie podrygujemy
walcowym krokiem. Niektóre słowa wzbudzają we mnie dylematy etyczne i nie
jestem pewna czy sa to teksty wlasciwe dla dziecięcych uszu…no chyba, ze autor
anarchistycznie zakłada, ze dzieci od małego nie wolno trzymać pod kloszem i
forma zastraszania, chociażby gumka do scierania, może pomoc w ksztaltowaniu
charakteru. No, bo jak inaczej interpretować:
„ …wiec mnie nie ciągnij za tornister, bo cie wymarze i
przestaniesz istnieć!
Myszka, myszka – w kieszeni zawsze ja nosze….” la, la,
la….a mi tu sadyzmem powiało…ale mogę się w mylic, bo mi mleko do glowy
uderzylo, sic!
Sesje cycowe umilamy sobie lektura bajek z pewnej
księgi, nowego wydania. Bajek tam od cholery, wersje krótkie i treściwe. Jestem
w szoku jak, za przeproszeniem, na dwóch kartkach papieru, drukiem dla slepcow,
można opowiedzieć bajke o Kopciuszku i innych królewnach. Mojej corce to nie
przeszkadza (jeszcze), ale jest tez faktem dającym do myslenia, dlaczego prawie
kazda bajka zaczyna się od: był sobie BIEDNY wdowiec, rybak, drwal, wieśniak,
mlynarz…BIEDNA wdowa, dziewczynka, para staruszkow. Wszyscy biedni, w bidnych
chatkach. Meczacy schemat.
Oczywiście, większość moich przemow, monologow,
objasnien skierowanych do mojego „mieszanego dziecka” wykonywanych jest w
jezyku polskim. Czasami przemawiam po grecku, bo się tata stresuje, ze nie wie
co ja dziecku wygaduje. Generalnie musimy popracować nad kwestia jezykowa w
domu i trzymać się konkretnej wersji, żeby później nie było, ze dziecko w
zadnym jezyku poprawnie się wypowiedzieć nie będzie moglo. To taki mój cel,
żeby mala swietnie mowila po polsku! Nie wyobrażam sobie, żeby miała lamac
jezyk, który dla mnie jest tak ważnym narzędziem okreslajacym moja wlasna
tozsamosc. Ale wszyscy wiemy, ze jedno to teoria a drugie to zycie. A zyciu
pomoc trzeba…musze poszukać materiałów na temat wychowywania dziecka w rodzinie
mieszanej.
Wieczorami czuc już nadciagajaca kretenska jesien.
Sloneczna, z rozgrzanym morzem, letnim wiaterkiem i orzezwiajacymi nocami. Nad
ranem fala morskiego powietrza wkrada się przez moskitiery i uchylone rolety.
W końcu można wyjść wieczorem na taras i obnizyc
temperaturę ciala. Od kilku dni wystawiamy wozek i sobie spacerujemy po
kamiennym chodniku przed domem. Zakladamy na wozek moskitierę, żeby się do
naszej dziedziczki nie dobraly wredne kreteńskie komary, male jak pchełki a
dziabiące z pasja wygłodzonego sepa. Do towarzystwa mamy tez naszego kota,
który z zazdrości, ze się nim nikt nie zajmuje probuje na konto Penelopy
otrzymać dawke czulosci. I jestem pewna, ze mu się wydaje, ze te wszystkie
gruchania i czule slowka sa do niego skierowane! Przeskakuje z murka na murek,
prezy się przy moskitierze, dziurawiac ja przy okazji i z wyrazem zdziwienia
pozostaje rociagniety na posadzce, gdy wozek Penelopy obojętnie toczy się kolo
jego białego futerka.
Na wozku wisi brzeczacy kurczak i uświadamiam sobie,
kiedy turkoczacy wozek przywoluje stado owiec - sąsiadek, ze wydaje dzwieki
podobne do owczego dzwonka,. Tuz przy wejściu do kuchni, odgrodzone
zardzewiałym i polatanym parkanem wychylają lby i przepychają się z grupka
barankowych maluchow. U owiec tez dziecioland.
Kolo dziewiątej wieczor robi się już na prawde
wilgotno i lepko. Pojawiają się pierwsze nietoperze.
Pora na wieczorna kapiel.






0 comments:
Post a Comment